Posty

Wyświetlam posty z etykietą dobre życie

Trochę wiosny w środku zimy

Obraz
Wbrew pozorom nie mam na myśli tego, że w Brukseli kwiaty mają pąki, a dwie ulice dalej zakwitła wiśnia. To akurat niezbyt dobrze, stanowczo za wcześnie, mam nadzieję, że przetrwają. Przygotowując pewien post na bloga, wróciłam do jednego z pierwszych moich tekstów. Było w nim trochę o uważności, pomyślałam wówczas, że ostatnio zaniedbałam nieco tę stronę mojej codzienności. To z kolei poprowadziło mnie do myśli, że wszystko, czego się uczę, słabnie i ulatuje. W chwili, w której odkrywam, że można inaczej, czuję się, jakbym dokonała przełomu w swoim życiu. I prawdopodobnie na poziomie mentalnym tak jest. Później coś, co wprowadzało świeżość, podnosiło na duchu lub pozwalało utrzymać się na powierzchni, powszednieje, traci moc lub całkiem ulatuje. A jednak do miejsca, w którym byłam dawniej, nie ma powrotu, więc w pewnym sensie robota wykonana i mam poczucie, że mimo wielu potknięć to była całkiem dobra robota. Pewne sposoby myślenia czy nowo odkryte zdania, są dobre na dany moment,...

Cytrynowiec

Obraz
Obejrzałam wczoraj włoski film „Cytrynowiec”. Dość prosta historia, a jednak w jakiś sposób otulająca, jesienna, nie tylko w kontekście pory roku, film bowiem świetnie wpisuje się w moją kolekcję filmowych obrazów o dojrzałości. Było o tym tutaj: https://annakobietazwyczajna.blogspot.com/2025/05/filmowa-wersja-dojrzaosci.html Pasuje też do mojego obecnego stanu ducha. Nostalgiczna, klimatyczna, niespieszna opowieść o nieoczywistej przyjaźni i odkrywaniu siebie na nowo. O potrzebie zatrzymania się. Eleonora, bohaterka historii mówi do męża, że przez cały czas starała się biec, biegła, biegła, ale już nie ma na to siły. U mojej mamy parę dni temu zdiagnozowano chorobę Alzheimera. Dużo o tym myślę. Poza ogromnym smutkiem, który czuję, lękiem i przygnębieniem, myślę, że ona nigdy nie przestała biec. Biegła do końca, nadal biegnie, bo nie potrafi inaczej. Jednocześnie nie opuszcza mnie straszna myśl, że można przestać żyć, na długo przed tym, zanim się umrze. Na różne sposoby. W filmi...

Poświęcenie to ponura afera

Obraz
Kilka dni temu wyświetliła mi się pewna rolka. Nie obejrzałam jej uważnie, mimo to jej treść gdzieś we mnie została, bo później zaczęłam się nad nią zastanawiać. Wróciłam więc do tego krótkiego filmu i tym razem już z uwagą obejrzałam ponownie. Był to fragment wywiadu z Gaborem Mate, kanadyjskim lekarzem i pisarzem. Doktor zaczął od informacji, że 80 procent chorób autoimmunologicznych dotyka kobiety. Jego zdaniem dzieje się tak dlatego, że w naszej kulturze kobiety są zaprogramowane do określonego zachowania, ukierunkowanego na potrzeby innych, co w konsekwencji powoduje silny stres i rujnuje nasze zdrowie. Faktycznie dość powszechne jest przekonanie, że to właśnie kobiety powinny pełnić role opiekuńcze. I zwykle je pełnią. Nie ma w tym nic nagannego, to naturalne, że troszczymy się o bliskie osoby, problem jednak w tym, że często robimy to kosztem siebie i równie często ten obowiązek spoczywa wyłącznie na kobietach. Jakby tego było mało, mamy zwyczaj brania na siebie odpowiedzialno...

Gadają, gadają, gadają...

Obraz
„Najgorsi są tacy, którzy wszystko by chcieli o sobie opowiedzieć. To nie jest ani dobre, ani zdrowe dla żadnej ze stron. Powściągliwość jest wielką wartością, nawet wobec samego siebie. Iluż ludzi zadręcza siebie samych rozmyślaniami i opowieściami o własnym nieszczęściu, niepowodzeniach, chorobach… tworzą jakby nadwyżkę swoich kłopotów, bez żadnej potrzeby. Ludzie gadają, gadają…” Julia Hartwig w rozmowie z Arturem Cieślarem , Życie to podróż, to ocean Czytając te słowa, pomyślałam o własnych spostrzeżeniach z ostatniego lata. I o naszych gościach. Dwoje z nich, na szczęście osobno i w pewnych odstępach czasu, mocno dało nam się we znaki właśnie za przyczyną wspomnianego gadania. Pani D. przez cały pobyt nie przestawała mówić. Mówiła, mówiła i mówiła. Nie robiła pauzy, by można było odnieść się do jej wypowiedzi, bo i też żadną odpowiedzią zainteresowana nie była. Może na szczęście, bo dzięki temu można było się czasem wyłączyć. Prawdziwą ulgę odczuwałam wyłącznie wtedy, kied...

Moc zwykłych rzeczy

Obraz
Któregoś dnia moja córka zauważyła, że gdy tylko nauczy się jakiegoś nowego słowa, wszędzie je słyszy. Zdaje się, że podobnie jest z moimi przemyśleniami, bo jak zaczynam o czymś myśleć, życie natychmiast dostarcza mi materiału. Zauważam (i to właśnie przyczyna) sytuacje i wypowiedzi, które dotyczą tematu lub choćby się z nim wiążą. Tak było i tym razem. Ale po kolei. Mamy z mężem pewną różnicę zdań, niejedną naturalnie, dzisiaj o tej konkretnej. Ja jestem zwolenniczką uprzątania, pozbywania się i porządkowania. Nie lubię nadmiaru rzeczy i mam potrzebę, by eliminować z domu te, których nie używałam od roku (oczywiście z wyjątkiem ozdób choinkowych). Potrzebuję przestrzeni, a rzeczy muszą być szczególne, by mogły stać się pamiątką. I nie chodzi oczywiście o ich wartość materialną. Mąż odwrotnie, lubi gromadzić, bo z pewnością „to” się jeszcze przyda. Bywam uszczypliwa (wiem, że to nie powód do chwały), więc odpowiadam, że „to” z pewnością się nie przyda, bo z czasem w tym nadmiarze ni...

Pora przyjrzeć się zakupom

Obraz
„Razu pewnego żył sobie człowiek w Niedostatku. Po wielu przygodach i długiej podróży przez nauki ekonomii, napotkał Społeczeństwo Obfitości. Wzięli ze sobą ślub i [odtąd] mieli wiele potrzeb” Jean Boudrillard, Społeczeństwo konsumpcyjne Paulina Felicja Seidler zamieściła ten cytat na początku rozdziału opisującego filozoficzne podejście do konsumpcjonizmu w książce O tym co w życiu ważne. Filozofia praktyczna. Z coraz większą świadomością patrzę, jak bardzo wzrost gospodarczy, marketing i reklama zmieniają nasze życie. Z każdej strony świat nas przekonuje, że potrzebujemy więcej. Często zupełnie niezamierzenie uczymy się chcieć więcej, a gdy już mamy więcej, żeby to utrzymać, potrzebujemy… więcej. Jeśli istnieje coś takiego jak prawdziwie współczesny lęk, to jest efektem wychowania nas na konsumentów. Czujemy, że powinniśmy co trzy lata zmieniać samochód, co sezon ubrania, mieć smartfon takiej marki i zajadać się kuchnią tajską. Bo inaczej odczuwamy dyskomfort, obawę, że wypad...

Pozwól im i pozwól sobie

Obraz
Nie tak dawno na naszym czytelniczym rynku pojawiła się książka Mel Robbins „Teoria POZWÓL IM” i dość szybko zdobyła popularność. Dużo się mówiło zarówno o książce, jak i o teorii w niej zawartej. Prawdę mówiąc, mnie publikacja nie zachwyciła, choć samo podejście do problemu jest ciekawe. Niestety, w moim odczuciu pozycja nieco zbyt amerykańska, zbyt łopatologiczna i zbyt optymistyczna, o czym świadczy choćby taki fragment: Możesz wieść życie, jakiego zawsze pragnąłeś. Możesz być milionerem.   Mimo to myślę, że niektóre pomysły zawarte w książce można, a nawet warto zastosować, ale niewiele pomogą bez wcześniejszego przepracowania własnych problemów. Ponieważ jednak uważam, że wszystko dobre, co pomaga, każdy zainteresowany musi sam ocenić publikację i absolutnie nie nakłaniam do kierowania się moją opinią. Na uwagę zasługuje „reguła 5 sekund”, to dzięki niej Mel Robbins przekonała się, że wyjście z pułapki polega wyłącznie na działaniu. Jak zwykle łatwo napisać, trudniej zro...

O tym, co sami sobie robimy

Obraz
Obserwowałam dzisiaj rano mojego męża. Miotał się i złościł z powodu jakiejś błahej rzeczy. Często tak ma. Ja czasem też, ponieważ jednak mam to lepiej przepracowane, zdarza się rzadziej. Patrząc na niego, nie mogłam pozbyć się myśli, że sam sobie to robi, bo nie stosuje gradacji problemów i wścieka się, choć sprawa nie jest tego warta. Oczywiście nie mogłam podzielić się z nim moimi przemyśleniami, bo kto z nas lubi być strofowany w sytuacji wyraźnego podenerwowania. No i po co się podkładać? W końcu to nie moje wielbłądy. Męża zostawmy w spokoju, lepiej nie drażnić lwa, a poza tym nie tylko on tak ma. To częsta reakcja. Dostrzegam, że niektórych z równą siłą złości rozlana herbata, pyskowanie dziecka i niestosowne zachowanie szefa, oględnie mówiąc. Wściekają się niepomiernie, gdy stoją w korku albo nagle przestał działać pilot do telewizora. Mruczą pod nosem, stojąc w kolejce do kasy i rzucają wściekłe spojrzenia, kiedy ktoś nieopatrznie potrąci ich na chodniku. Klną na czym świat ...

50 lat

Obraz
Stało się. Właśnie skończyłam 50 lat. Doskonale wiecie, że przygotowywałam się do tego dnia od jakiegoś czasu. Zastanawiałam się również, dlaczego akurat te urodziny są dla mnie takie szczególne. Wszystkie dotychczasowe przechodziły niemal bez echa, a pięćdziesiąte wyjątkowo działają mi na wyobraźnię. Mam świadomość, że to naturalny etap, nawet przywilej, ale w moim przypadku chodzi chyba o to, że po raz pierwszy wiek czuję tak wyraźnie, także, albo przede wszystkim fizycznie. Nie ma co czarować, oszukiwać się i udawać, że nic się nie zmienia. Raczej należałoby się zatrzymać i przemyśleć spokojnie co dalej. Można zaklinać rzeczywistość albo starać się ją zagłuszyć, a jednak czas biegnie nieubłaganie i nic sobie nie robi z kryzysów i trudności, jakie przeżywamy. Ostatnio dużo uwagi poświęcałam na układanie się ze zmianami, które zachodzą w moim życiu i we mnie samej. Myślę, że to etap konieczny do zaakceptowania fazy życia zwanej transformacją menopauzalną, początkiem starości, czy ...

Odzyskana wolność

Obraz
Ten jedyny, wyjątkowy rodzaj wolności daje pewien wiek i „odchowane dzieci”, cokolwiek to znaczy. Ponieważ między moimi dziećmi jest spora różnica wieku, już bardzo długo zajmuję się ich wychowywaniem. Zapomniałam, że może być inaczej. Choćby taki prosty fakt, od tak dawna wstaję rano i rozpoczynam dzień od dbania o kogoś. Nie narzekam, doceniam, ale uważam, że w życiu jest czas na wszystko, ten na wychowywanie dzieci powoli mija. Choć podobnie jak pewna pani profesor mam pokusę, by na koniec jeszcze trochę „wychownąć” własne pociechy to mam również świadomość, że to już raczej niemożliwe. Cieszę się, że dorosły i że są takie jakie są, ja z czystym sumieniem znowu mogę zająć się sobą. Z tego zajmowania się swoimi sprawami rodzi się większa świadomość i odnoszę wrażenie, że dopiero teraz mam okazję poprzyglądać się sobie z większą niż dotychczas uważnością. Zmieniłam się i to bardzo, a tu, gdzie się nie zmieniłam, zwykle potrafię zaakceptować, że tak jest i to może być w porządku, nar...

Wściekam się

Obraz
Wściekam się. Wreszcie. To nie jest dla mnie naturalny stan, jestem grzeczną dziewczynką, tyle że czas, który w moim życiu nastał, powoduje zmiany nastroju, na które chyba nie byłam gotowa. Ich intensywność tylko z pozoru utrudnia życie, bo można je wykorzystać do własnych celów. Na przykład to, że się wściekam, jest znacznie wygodniejsze niż ewentualne użalanie się nad sobą. Wściekam się, kiedy czytam, co kobieta po pięćdziesiątym roku życia powinna i czego nie powinna. Wściekam się z powodu stereotypów dotyczących dojrzałych kobiet. Do białej gorączki doprowadzają mnie infantylne nagłówki: pięćdziesięciolatko łap 50 złotych i biegnij do… Naprawdę? Czy ja się czepiam, czy to brzmi lekceważąco? Dlaczego wciąż pozwalamy, żeby ktoś inny decydował o naszej atrakcyjności? Dlaczego atrakcyjność ma zależeć od opinii z zewnątrz lub ogólnie przyjętego kanonu urody? Dlaczego wciąż to przeżywamy? Może pora skorzystać z zasobów, które mamy i zmienić podejście, bo w końcu, czym jest owa atrak...