Trochę wiosny w środku zimy
Wbrew pozorom nie mam na myśli tego, że w Brukseli kwiaty mają pąki, a dwie ulice dalej zakwitła wiśnia. To akurat niezbyt dobrze, stanowczo za wcześnie, mam nadzieję, że przetrwają.
Przygotowując
pewien post na bloga, wróciłam do jednego z pierwszych moich tekstów. Było w
nim trochę o uważności, pomyślałam wówczas, że ostatnio zaniedbałam nieco tę
stronę mojej codzienności. To z kolei poprowadziło mnie do myśli, że wszystko,
czego się uczę, słabnie i ulatuje. W chwili, w której odkrywam, że można
inaczej, czuję się, jakbym dokonała przełomu w swoim życiu. I prawdopodobnie na
poziomie mentalnym tak jest. Później coś, co wprowadzało świeżość, podnosiło na
duchu lub pozwalało utrzymać się na powierzchni, powszednieje, traci moc lub
całkiem ulatuje. A jednak do miejsca, w którym byłam dawniej, nie ma powrotu,
więc w pewnym sensie robota wykonana i mam poczucie, że mimo wielu potknięć to
była całkiem dobra robota.
Pewne
sposoby myślenia czy nowo odkryte zdania, są dobre na dany moment, wyczerpują
się, jak jedna z technik oddechowych, z której korzystałam w trudnym czasie.
Jest tak sklejona z dawnymi zdarzeniami i emocjami, że gdy tylko próbuję ją
zastosować, zalewam się łzami, chyba na zasadzie skojarzeń. Inne metody będą mi
towarzyszyły przez całe życie, ale są i takie, o których myślę, serio? Naprawdę
mogłam uwierzyć w coś takiego?
Nie
da się raz na zawsze wyjść z życiowego dołka, z tego konkretnego można, ale
będą następne, co do tego nie mam złudzeń. Czasem można wpaść w podobny, w
końcu nie wszyscy uczą się na błędach. Innym razem na drodze stają zupełnie
nowe przeszkody i budujące poczucie, że sobie poradzę, pryska jak bańka
mydlana. Nie ma w tym nic dziwnego, nie jest też tak, że „psu na budę” były te
wszystkie książki, spotkania czy filmy. Życie ma pewną dynamikę, są lepsze i
gorsze okresy. Te gorsze bywają tak trudne, że potrafią wywołać poważny życiowy
kryzys, którego konsekwencją może być głęboka przemiana. Jej skutki również nie
są dane raz na zawsze, a przynajmniej nie w niezmienionej formie.
W
tym wszystkim kryje się coś niezwykle ważnego, czego można się uchwycić,
doświadczając kolejnych trudności. W najgorszych chwilach sądziłam, że nie dam
rady, że ból nie minie, a trudny czas nigdy się nie skończy. Dzisiaj odwołuję
się do dawnych przeżyć i myślę, że sobie poradzę. Będzie trudno, nie wiem, jak
długo potrwa kryzys, ale wyjdę z tego, sama lub z pomocą. I to jest zasadnicza
różnica.
Wracając
do uważności, z nią akurat bywa różnie. Czasem bardzo mi pomaga, innym razem
zupełnie mnie na nią nie stać i to też jest w porządku. Nie jest lekarstwem na
całe zło tego świata, a mimo to warta jest pielęgnowania, o czym przypomniał mi
jeden z moich ulubionych współczesnych malarzy David Hockney. Miałam ogromną
przyjemność odwiedzić wystawę David Hockney Pieśń ziemi w Muzeum Sztuki
w Mons. Pośród licznych prac artysty, zaprezentowano również obrazy Van Gogha,
Muncha oraz rzeźby Meuniera. Wszystko to przy dźwiękach muzyki Gustawa Mahlera.
Motywem przewodnim ekspozycji była oczywiście natura.
David
Hockney namalował wiele interesujących prac. W ostatnich latach sięgnął po
zupełnie nową dla siebie technikę, tworzy przy pomocy I-poda. W ten sposób
powstał cykl energetycznych i optymistycznych obrazów przedstawiających wiosnę.
Z podziwem patrzę na rozkwitające krajobrazy Hockneya, choćby dlatego, że sam
artysta jest w podeszłym wieku, a nie każdemu udaje się zachować taki zachwyt nad światem. Życzyłabym sobie podobnej umiejętności w jesieni życia. Cykl
Wiosna powstawał w okresie pandemii Covid, co tylko potwierdza skłonność
artysty do zachwytu. Na wystawie zaprezentowano krótki film, w którym David
Hockney opowiada o tym, jak pewien filozof zapytany o prezentowane przez media
informacje, w ogromnej większości złe, odpowiedział, że tak właśnie jest, bo
one zwiększają oglądalność i skupiają uwagę odbiorcy, jednak na świecie nie
brakuje również dobrych wiadomości. Na przykład takich, że przyszła wiosna,
tylko nikt jej nie zauważa.
Postanowiłam
bardziej zauważać i mocniej się skupiać. Zanim nadejdzie wiosna, będę
przeglądać album z wystawy, cieszyć się wiosną Hockneya i bukietem kwiatów w
niebieskim wazonie Vincenta Van Gogha. Byle do wiosny, tym razem prawdziwej.
Więcej o uważności było tu:
https://annakobietazwyczajna.blogspot.com/2023/06/uwaznosc.html


Komentarze
Prześlij komentarz