Posty

Wyświetlam posty z etykietą kryzys

Notatki Joan Didion

Obraz
Literackie spotkanie z Joan Didion było dla mnie objawieniem, bo oto znowu spotykam pisarkę, która swoją wnikliwością, wrażliwością, uważnością i trafnymi diagnozami przemawia do mnie, jak rzadko kto.   Mam za sobą lekturę „Błękitnych nocy” i „Notatek dla Johna”, ale pierwszym moim spotkaniem z autorką był film dokumentalny „Wszystko w rozpadzie”. Joan Didion już nie żyje, pozostawiła po sobie swoje książki. Najsłynniejsza z nich to „Rok magicznego myślenia”, wciąż przede mną, bo nie byłam na nią gotowa. Jest zapisem emocji po śmierci męża i próbą radzenia sobie z żałobą. W „Błękitnych nocach” autorka mierzy się z bólem po stracie dorosłej córki, natomiast „Notatki dla Johna” są odnalezionymi po śmierci pisarki zapiskami, dokumentującymi jej rozmowy z psychiatrą.  Twórczość niezwykle intymna, przenikliwa i do głębi poruszająca. Tym, co mnie przyciąga do literatury tworzonej przez Joan Didion, są jej osobiste refleksje na temat życia, macierzyństwa, rodziny czy społeczeństw...

Diagnoza

Obraz
Diagnoza mojej mamy skłoniła mnie do przemyśleń na temat naszej relacji. I nie tylko, spowodowała kolejny kryzys emocjonalny w moim życiu. Taka diagnoza dobitnie wskazuje kierunek zmian. Krótko mówiąc, powoli tracę moją mamę.  W jednym z pierwszych postów opisałam swój stosunek do rodziców i nakreśliłam sytuację rodzinną. Mama jest osobą łagodną, bez wygórowanych oczekiwań, chyba w ogóle bez oczekiwań, bez jawnych pretensji, znoszącą po cichu wszelkie życiowe zawirowania i kryzysy. Wszystko jej pasuje. Jest też kobietą całkowicie podporządkowaną mojemu ojcu i jego piciu. A raczej była, bo niestety powoli przestaje być sobą. Nasza relacja nie miała otwartych konfliktów. Zawsze czułam się w jakiś sposób za nią odpowiedzialna i nie chciałam jej dokładać, choć przez lata miałam do niej żal. Nie było mi łatwo odciąć się od jej decyzji, a zaakceptować ich, nie potrafiłam, zrozumieć też nie. Dzisiaj rozumiem przyczyny, z powodu których takie decyzje podejmowała, nie umiała inaczej. Dl...

Dlaczego siebie nie lubimy?

Obraz
W komentarzu pod jednym z moich tekstów Simera napisała takie zdanie: „Najgorzej jak człowiek sam siebie nie lubi, wtedy ani sam ani inni nie mogą się nim zaopiekować, przytulić, pocieszyć…” Ponieważ to bardzo smutna konkluzja zapytałam ją, czy mogę ten komentarz wykorzystać, bo uznałam, że koniecznie trzeba zająć się tematem. Odpisała, że koniecznie. Pisząc teksty na bloga, staram się je przeplatać, tak, by czasem było refleksyjnie, czasem poważnie, innym razem osobiście albo lekko, z dystansem. I dzisiaj będzie właśnie dość osobiście, bo posłużę się własnym przykładem i odniosę do procesu, który zachodził we mnie samej, a wierzcie mi w nielubieniu siebie mam spore doświadczenie. Zatem dlaczego nie lubimy siebie? Psychologia pewnie ma swoje odpowiedzi, ale nie jestem psychologiem, więc posłużę się własną obserwacją. Myślę, że powody mogą być bardzo różne. Na przykład kulturowe. Wystarczy wspomnieć szkołę naszego dzieciństwa, by zauważyć, że nauczyciele zazwyczaj wskazywali n...

Jesienna chandra

Obraz
Bez zbędnych wstępów i bez owijania w bawełnę. Dopadła mnie jesienna chandra i klimakterium, a obie te przypadłości tworzą niewdzięczną mieszankę, niczym bunt dwulatka i nastolatka w jednym domu. Nastrój mam fatalny, aż tak fatalny, że nie będę dzisiaj dbać o konwenanse, napiszę wprost. W tym stanie ducha subtelnie nie da rady. Zmiany w moim życiu zarówno osobiste, jak i zdrowotne, a w szczególności hormonalne spowodowały, że dużo zmieniło się we mnie samej. Raczej nie na plus, choć i plusy czasem dostrzegam, dzisiaj jednak zdecydowałam się być na nie zupełnie ślepa. Samopoczucie mam kiepskie, straciłam co najmniej połowę włosów i mam wrażenie, że również pół mózgu, bo myśli mi się jakoś trudniej. Za to bardziej niż powinno, smakuje mi wszystko co słodkie, a jeszcze niedawno mogłoby nie istnieć. W ogóle smakuje mi bardziej niż powinno. Frustracja miesza się z niechęcią, zwątpieniem i lekkim podenerwowaniem. Każdego dnia. W tym stanie ducha bawią mnie memy z Arturem Schopenhauerem, ...

Dam radę czy tylko wytrzymam?

Obraz
Samolot jest miejscem, w którym chcąc nie chcąc słyszy się, o czym rozmawiają współpasażerowie. Podczas ostatniego lotu z Polski siedzieli za mną młodzi ludzie. Ja w skupieniu czytałam książkę, więc ich słowa niespecjalnie do mnie docierały. Przy lądowaniu obsługa wygasza światła, a ponieważ nie lubię tej części lotu, zwykle odkładam wszystko i siedzę z przymkniętymi oczami. Wtedy usłyszałam, jak dziewczyna przekonuje swojego partnera, że w Polsce istotny jest poziom udręczenia. Wszyscy muszą być udręczeni. Przypomniałam sobie, że kiedyś, ktoś inny określił tę postawę, im gorzej, tym lepiej . Podzielam opinię, pisałam o narzekaniu i marudzeniu, wtedy w tonie nieco żartobliwym: https://annakobietazwyczajna.blogspot.com/2023/07/marudzenie-i-narzekanie_16.html Dzisiaj, miejmy nadzieję, że czasowo, ja też czuję się udręczona, co nie oznacza, że opowiadam o tym każdej napotkanej osobie, a przynajmniej jeszcze nie, jednak do tematu podejdę poważniej. Wspomniana postawa nie wzięła się z...

Kłopoty

Obraz
Ostatnie lata obfitują w kłopoty, których nie da się zignorować, bo zmieniają mnie i moje życie. Są zaskakujące, przełomowe i z całą pewnością poważne. Niektóre uporczywie trwają od lat, ale przybierają na mocy, czego ostatecznie należało się spodziewać, choć nie było pewności, w jaki sposób się rozwiną, pewne natomiast było, że nie będzie dobrze. Stąd chyba wrażenie, że rozwiązuję wciąż te same problemy, tylko w nowej odsłonie. Kłopot w tym, że niektóre są nierozwiązywalne, wiszą nad głową, paradoksalnie powodując ból pleców, choć głowa też boli i nie tylko metaforycznie. Nie można przeczekać, wyleżeć, przemilczeć, jak w piosence Kasi Nosowskiej i Bartosza Króla, choć można próbować, a już koniecznie trzeba przepłakać i przejść. Kolejną grupę stanowią problemy wynikające z codzienności, które przybierają raczej formę komplikacji. Gdyby nie wspomniane dwie pierwsze kategorie, byłyby zaledwie uciążliwością, a tak często przytłaczają niewspółmiernie do okoliczności. Co nie stanowi nies...

Zmagam się...

Obraz
Rozczarowanie to dotknięcie prawdy, tak przynajmniej twierdzi Jacek Walkiewicz. I wygląda na to, że ma rację. To, co myślimy o życiu i o nas samych z pewnością nie jest obiektywne i często właśnie rozczarowanie sprawia, że zaczynamy się zastanawiać czy dotychczasowa wersja wciąż obowiązuje. Tak się złożyło, że ostatnio na własnej skórze doświadczam jak bolesny to proces, bo owo rozczarowanie ostatecznie musi prowadzić do akceptacji rzeczywistości. Zanim jednak do tego dojdzie, toczy się walka, w związku z którą zmagam się… Zmagam się z niezgodą na to, co życie przyniosło. Zmagam się z brakiem pomysłu, jak sobie w tej sytuacji poradzić. Zmagam się z nagłą zmianą planów. I zmagam się z kiepskim nastrojem i niewygodnymi emocjami. I choć wiem, że ostatecznie trzeba będzie zaakceptować rzeczywistość i prościej byłoby przestać walczyć z tym, co nieuchronne, to wiem także, że nie będzie łatwo. Przynajmniej nie w praktyce, bo teoria to co innego. Swoją drogą nieprawdopodobne jak ...

Kryzys wieku średniego?

Obraz
Kryzys egzystencjalny, a może połowy życia, albo dość pospolity kryzys wieku średniego. Nazwy się zmieniają, a kryzys wciąż ten sam, dopada niemal wszystkich i zwykle kończy się jakąś zmianą. Nic miłego, bo jak twierdziła Ania z Zielonego Wzgórza, zmiany nie są przyjemne lecz są pożyteczne. Carl Jung uważał, że ten rodzaj kryzysu ma istotne znaczenie dla rozwoju psychicznego człowieka. Zaczyna się różnie, bo impulsem do niego może być coś trudnego co nam się przydarzyło albo jakiś rodzaj zmęczenia lub brak satysfakcji życiowej. Powolny i trudny proces, który wymaga dojrzałej refleksji. Objawia się na różne sposoby. Jedni go oswajają, inni się załamują, kolejni walczą, są też ci, którzy realizują stereotypowy scenariusz: sportowe auto, młodzieżowe ubrania i zmiana partnerki. Ten ostatni to oczywiście tylko jeden ze sposobów na poradzenie sobie lub właśnie nie, z tą przypadłością. Raczej niespecjalnie dojrzały. Według Junga, uporanie się z kryzysem egzystencjalnym daje szansę na praw...