Wieczorny foch
Wieczorem strzelam focha, przy śniadaniu jestem niełaskawa, a w ciągu dnia zwracam uwagę na każdy drobiazg. Uwaga, mąż na cenzurowanym. Przecież tylko nie odstawił szklanki albo coś równie błahego. Można w to brnąć, taki rodzaj ukrytej agresji. Lepiej jednak się zatrzymać i zapytać samą siebie, co jest pod spodem? Zwykle coś jest. I nie chodzi o to, że się czepiam (jak sądzi małżonek), nie o to, że wstałam lewą nogą (chyba, że o to), i nie o to, że każda nieodstawiona szklanka budzi we mnie tak silne emocje. Taki przykład, padło na męża, ale to mógł być ktokolwiek. Nauczyłam się zaglądać, co jest pod spodem, sprawdzać, o co naprawdę mi chodzi. I wiecie co? Najczęściej chodzi o coś niewypowiedzianego. Warto rozbrajać te bomby, bo jeśli niewypowiedzianego jest dużo, wtedy naprawdę już nie wiadomo o co chodzi. Relacja przypomina węzeł gordyjski, a my popadamy w coraz większe niezadowolenie i frustrację. W najlepszym razie, jak już uzbiera się cała góra niewypowiedzianego, wybu...