Uważaj, o czym marzysz...
Uważaj, o czym marzysz… głosi znane porzekadło, że jest prawdziwe przekonałam się w ostatnim czasie. Nie pierwszy i nie ostatni raz oczywiście. Byłam sfrustrowana przedłużającym się pobytem w Brukseli. Po cichu marzyłam o powrocie do Polski. Dzień dobry, jestem z Polski, jak śpiewa Jakub Skorupa, no i ja właśnie jestem, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Marzyłam o powrocie, bo w kraju nad Wisłą żyje mi się łatwiej. Załatwianie spraw bez bariery językowej, wydaje się znacznie prostsze, czy tak faktycznie jest? Niekoniecznie, ale wiecie, jak to wygląda, na odległość wszystko wydaje się łatwiejsze, a trawa w ogródku sąsiada bardziej zielona. Tymczasem okazało się, że marzyłam niedbale i niedokładnie, przed czym przestrzegała poetka Wisława Szymborska:
Marzymy, ale jak niedbale, niedokładnie! „Chcę być
ptakiem”, powiada ten i ów. Ale gdyby posłuszny los zamienił go w indyka,
czułby się zawiedziony.
Wisława Szymborska,
Ćwiartka Szymborskiej, czyli lektury nadobowiązkowe,
wybór Jacek Dehnel
Tego rodzaju zawód właśnie mnie spotkał, w sprawie bardzo
poważnej. Otóż wszystko wskazuje na to, że faktycznie częściej i dłużej będę
przebywać w Polsce. Niestety te pobyty nie będą miały nic wspólnego z rozrywką,
bo wiążą się z koniecznością zapewnienia opieki moim rodzicom. Co do mamy, to bardziej
chęć zapewnienia opieki, w sprawie ojca przykra konieczność. W końcu mówimy o
człowieku, który swoim piciem uprzykrzał i wciąż uprzykrza życie całej rodziny.
W dodatku jest trudny i niereformowalny, przekonanie go do czegokolwiek jest
walką z wiatrakami. I za nic ma wszelkie prośby. A jednak niezależnie od tego,
jaki rodzic był, pewnego dnia większość z nas staje przed problemem zapewnienia
mu pomocy i opieki. Rodzice bywają różni, dlatego nie zawsze chcemy tę opiekę
sprawować osobiście, a nawet jak są najlepsi, nie zawsze mamy taką możliwość.
Doskonale to rozumiem i nigdy nikogo w tej sprawie nie oceniam, w każdym
przypadku to indywidualna i bardzo trudna decyzja.
Niezależnie od formy opieki zwykle to dzieci zajmują się
jej organizacją, taka kolej rzeczy. W moim przypadku był to pełzający proces,
więc zdążyłam się powoli do tej myśli przyzwyczaić, co niestety nie czyni jej w
żadnym stopniu łatwiejszą. Na tę chwilę moi rodzice są w takim stanie zdrowia,
że nie wymagają całodobowej opieki, ale potrzebują już pomocy i codziennego
wsparcia, czas, w którym mogli żyć samodzielnie, właśnie dobiega końca, dlatego
wraz z bratem podjęliśmy decyzję, że spróbujemy konieczną opiekę sprawować
osobiście.
Najbardziej bałam się, że będę musiała wrócić do mojego
rodzinnego domu, co byłoby dla mnie największą karą. Nie wydawało mi się to
nawet przez chwilę możliwe, było przerażające. Na szczęście, choć nie chcę
chwalić dnia przed zachodem słońca, być może uda się zorganizować tę opiekę
tak, by rodzice zamieszkali obok mojego miejsca zamieszkania, co rozwiązywałoby
wiele problemów.
Rozpoczynający się nowy, bynajmniej nie ekscytujący
życiowy etap, niesie ze sobą mnóstwo osobistych komplikacji, związanych między
innymi z tym, że jako rodzina będziemy musieli się rozdzielić, co jest dla mnie
szczególnie trudne i stresujące. O ile przywykłam do życia w rozłące z moim
mężem, taka specyfika jego pracy, o tyle nigdy dotychczas nie rozdzielałam się z
moją córką. I choć z formalnego punktu widzenia jest prawie dorosła, to prawie,
jak wiadomo, czyni różnicę, a ponadto nadal uważam, że potrzebuje pewnego
rodzaju opieki i wsparcia. Wiek nastoletni wymaga troski. A jednak nie udało mi
się znaleźć lepszego rozwiązania.
Konieczność łączenia tych dwóch
światów będzie nie lada wyzwaniem i szczerze mówiąc, nie wiem, czy podołam, a w
zasadzie jak podołam, bo podołać muszę. Kwestia kosztów. Jestem naprawdę
przestraszona, mam wiele obaw i się martwię. Jak zawsze o wszystko, wszystkich
i za wszystkich.
To rodzaj życiowej
niesprawiedliwości, że czas, w którym same potrzebujemy wsparcia i marzymy o
tym, żeby wszyscy dali nam święty spokój, obfituje w problemy związane z
dorastaniem dzieci i starzeniem się rodziców, nie wspominając o potencjalnych
problemach w relacjach. Niby taka kolej losu, a jednak, co sytuacja to inna
trudna historia. Nie ma dobrych rozwiązań. Na szczęście mam wsparcie męża i
najważniejsze, mam brata, który traktuje problem równie poważnie i bardzo
doceniam, że możemy w tej sprawie działać wspólnie i nawzajem sobie pomóc.
Piszę o tym, bo najpewniej
sytuacja sprawi, że rzadziej będą się pojawiać moje wpisy, a może nawet przez
jakiś czas w ogóle. Taki etap.
Trzymajcie za mnie kciuki.
Wygląda na taką, co też się martwi.
Trzymam kciuki. Faktycznie niełatwa sytuacja, aż chciałoby się być w kilku miejscach jednocześnie, ale nie da się. Trudne wybory. Rozumiem Twoje zmartwienie i życzę, żeby rzeczywistość okazała się nie taka straszna, jak się spodziewałaś, a nowa sytuacja podarowała też całkiem nowe, fajne szanse. Powodzenia!
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za słowa wsparcia, były mi potrzebne. Myśląc wyłącznie o kłopotach, nie popatrzyłam jeszcze na to wszystko z tej strony, że być może będą też te dobre momenty. Dzięki Tobie spojrzałam na sytuację również z tej perspektywy, a bardzo lubię pomyśleć o czymś inaczej, dziękuję.
UsuńBo jak się tkwi w czymś po uszy, ciężko o dystans i szerszą perspektywę. Też tak mam.
UsuńŻyczę Ci, by plusy się pojawiły, ba! więcej plusów!
Bardzo dziękuję.
UsuńAniu kochana jak wiesz trzymam za Ciebie oraz bliskich twemu sercu kciuki. Z całego serca życzę Ci aby wszystko się powiodło z jak najmniejszym uszczerbkiem u nastoletniej córki i w ogóle w relacjach w najbliższej rodzinie. Wiesz, że od kilku lat borykam się z opieką nad mamą (jest coraz trudniej a nie łatwiej). Na szczęście córki mam już dorosłe i wspiera mnie we wszystkim mąż. Ściskam Cię mocno 🤞😘🤓
OdpowiedzUsuńTo dopiero niespodzianka, nie wiedziałam, że jeszcze tu zaglądasz. Dziękuję za te wszystkie słowa wsparcia. Tak naprawdę to pozostaje nam życzyć sobie dużo siły i zdrowia. Buziaki i uściski.
UsuńCóż za zbieg okolicznośći...Dwa tyg temu wyjechałam na ferie z nastoletnią córką.Miały być same atrkcje,góry,szlaki,narty,kuligi,biesiady.I były,ale nie tylko,bo drugi tydzień ferii miałyśmy spędzić u mamy i babci zarazem,.Taki mały,trzypokoleniowy spend babski.Miałyśmy się ciesząć wspólnie spędzonym czasem,seniorka rodu miała opowiadać dawne historie,ja miałam je kodowac w pamięci,żeby móc opowiadać potomnym,córka miała miec dreszczyk emocji i ciekawosc dziecka.Miałyśmy "odkurzać" stare przpisy,piec ciasta i robić pampuchy na parze...Niestety,na miejscu okazało się,że stan mamy nie pozwolił na nic.Wpadłam w pieluchy,karmienie i kursy między domem ,przychodnią i apteką.A na koniec doszedł szpital.Ale cieszę się,że tam byłam...Chciałabym mieć taką wiarę,aby móc napisać "ręka boska" że akurat wtedy tam wylądowałam...
OdpowiedzUsuńWiem, na pewno,że to było szczeście w nieszcześciu i sluchanie swojej intuicji..czułam,że muszę jak najszybciej do mamy.
Cieszę się,że Twoj brat wspólpracuje.Naprawdę.Bo wiem już teraz jak to jest kiedy zderzaśz się ze ścianą.
Sciskam serdecznie i życzę nam dużo siły i cierpliwosći.Simera
Bardzo dziękuję za słowa wsparcia i przykro mi z powodu Twojej mamy. To prawda, że dobrze wtedy być w pobliżu, choć jednocześnie jest to bardzo trudne. Patrząc na bezradność rodziców człowiek jakoś łagodnieje i nabiera dystansu do wielu spraw. Jednocześnie te chwile stają się ważne, a na pewno będą ważne w przyszłości, gdy będziemy na nie spoglądać z perspektywy czasu. Potrzebujemy siły i wsparcia, i tego właśnie Ci życzę.
Usuń