Posty

Wyświetlam posty z etykietą kobiety

Czułe miejsca

Obraz
Pięć lat temu okazało się, że wypracowane przeze mnie metody przetrwania w obecnym świecie, przestały być wystarczające. Niektóre stały się wręcz szkodliwe, a może zawsze takie były? Niewykluczone, tak czy inaczej, dopóki działały, nie miałam potrzeby ich zmieniać albo nie wiedziałam, że można, co zdaje się bardziej prawdopodobne. Okazało się, że owszem można, nawet należy, tylko jak? Niestety nie ma jednej metody, za pomocą której wszyscy możemy przeorganizować swoje myśli, bo zwykle o myśli i przekonania chodzi. Na początku była terapia, później książki z cyklu rozwój osobisty, które zresztą czasem prowadziły na manowce, bo nie wszystkie były dobre, a na pewno nie były dobre dla mnie, choć wybierałam je dość starannie. Jeśli jednak z każdej mogłam wziąć dla siebie choćby małą wskazówkę, uzbierało się ich trochę. Czy rozwinęłam się osobiście? Pewnie tak, ale po wielu książkach o podobnej tematyce, treści zaczęły być powtarzalne i wyraźnie czułam, że tę lekcję już odrobiłam. Wtedy po...

Notatki Joan Didion

Obraz
Literackie spotkanie z Joan Didion było dla mnie objawieniem, bo oto znowu spotykam pisarkę, która swoją wnikliwością, wrażliwością, uważnością i trafnymi diagnozami przemawia do mnie, jak rzadko kto.   Mam za sobą lekturę „Błękitnych nocy” i „Notatek dla Johna”, ale pierwszym moim spotkaniem z autorką był film dokumentalny „Wszystko w rozpadzie”. Joan Didion już nie żyje, pozostawiła po sobie swoje książki. Najsłynniejsza z nich to „Rok magicznego myślenia”, wciąż przede mną, bo nie byłam na nią gotowa. Jest zapisem emocji po śmierci męża i próbą radzenia sobie z żałobą. W „Błękitnych nocach” autorka mierzy się z bólem po stracie dorosłej córki, natomiast „Notatki dla Johna” są odnalezionymi po śmierci pisarki zapiskami, dokumentującymi jej rozmowy z psychiatrą.  Twórczość niezwykle intymna, przenikliwa i do głębi poruszająca. Tym, co mnie przyciąga do literatury tworzonej przez Joan Didion, są jej osobiste refleksje na temat życia, macierzyństwa, rodziny czy społeczeństw...

Dojrzałość Andy Rottenberg

Obraz
Jestem po lekturze Dziennika 2019-2022 „Schyłek”, Andy Rottenberg. Są to zapiski kobiety dojrzałej, a nawet bardzo dojrzałej, o czym świadczy słowo schyłek w tytule, doświadczonej przez życie, mądrej, refleksyjnej. Osobom zainteresowanym sztuką, autorki nie trzeba przedstawiać, dla mnie jest przede wszystkim interesującą kobietą. Dla świata historyczką sztuki, kuratorką wystaw, publicystką. Na blogu najczęściej piszę o zwyczajnym życiu i codziennych problemach. Pani Rottenberg z pewnością nie można określić mianem zwyczajnej kobiety, a jednak w pewnym sensie jest jak my wszystkie. Przeżywa podobne emocje, dzieli się przyziemnymi chwilami i opowiada o przyziemnych sprawach, a do tego, czasem sama o sobie myśli, że jest beznadziejna. Sięgam do tak osobistej literatury trochę po to, by dowiedzieć się, co będzie dalej. W jaki sposób widzi świat osoba dojrzalsza ode mnie, jestem ciekawa jej wniosków i przemyśleń. I właśnie nimi chcę się dzisiaj podzielić. Zacznę jednak od moich własn...

Wiek dojrzały oczami Zofii Czerwińskiej

Obraz
Dojrzały wiek podobnie jak starość, zarówno tę wczesną, jak i późniejszą przeżywać lub znosić można na różne sposoby. Można też jej nie znosić. Tak właśnie było w przypadku jednej z najbardziej charyzmatycznych aktorek Zofii Czerwińskiej. Osobom z mojego pokolenia artystki nie trzeba przedstawiać. Pani Zofia zmarła w 2019 r. w wieku 85 lat, więc o dojrzałości musiała wiedzieć niemal wszystko. O tym, co o niej sądziła, można przeczytać w książce napisanej przez Ryszarda Abrahama, Zofia Czerwińska Całuję prawe oczko misia Rysia. Nie jest to biografia aktorki, raczej zbiór anegdot zebranych przez autora oraz zapis interesujących faktów z życia artystki. Z tego powodu nie znajdziemy w książce pełnego obrazu, a jednak dość dobrze można poznać bohaterkę, jak również jej sposób postrzegania świata. Mnie z uwagi na rozpoczynający się nowy etap życia, ciekawi, jaki stosunek Zofia Czerwińska miała do swojego wieku. Odpowiedź jest dość precyzyjna, bo zwykła mawiać, że jest kobietą w sile wieku ...

Odzyskana wolność

Obraz
Ten jedyny, wyjątkowy rodzaj wolności daje pewien wiek i „odchowane dzieci”, cokolwiek to znaczy. Ponieważ między moimi dziećmi jest spora różnica wieku, już bardzo długo zajmuję się ich wychowywaniem. Zapomniałam, że może być inaczej. Choćby taki prosty fakt, od tak dawna wstaję rano i rozpoczynam dzień od dbania o kogoś. Nie narzekam, doceniam, ale uważam, że w życiu jest czas na wszystko, ten na wychowywanie dzieci powoli mija. Choć podobnie jak pewna pani profesor mam pokusę, by na koniec jeszcze trochę „wychownąć” własne pociechy to mam również świadomość, że to już raczej niemożliwe. Cieszę się, że dorosły i że są takie jakie są, ja z czystym sumieniem znowu mogę zająć się sobą. Z tego zajmowania się swoimi sprawami rodzi się większa świadomość i odnoszę wrażenie, że dopiero teraz mam okazję poprzyglądać się sobie z większą niż dotychczas uważnością. Zmieniłam się i to bardzo, a tu, gdzie się nie zmieniłam, zwykle potrafię zaakceptować, że tak jest i to może być w porządku, nar...

Kobieta nieistotna?

Obraz
Mam w sobie pewien rodzaj niezgody. Okazało się, że nie tylko mnie ten problem uwiera, bo pojawiło się ostatnio kilka publikacji dotyczących „nieznaczności” i wartości „zwykłego” życia. Współczesna kultura tak to jakoś urządziła, że miarą życiowej satysfakcji stał się wyłącznie sukces, oczywiście taki, który ma wymiar materialny, choć w cenie jest również popularność i wysoka pozycja na drabinie społecznej. W sukcesie nie ma nic nagannego, zwłaszcza jeśli został okupiony ciężką pracą. Kłopot w tym, że w dzisiejszych realiach ktoś, kto go nie odniósł, automatycznie stał się kimś, kto sobie nie radzi lub osobą nieznaczną, mało istotną, nieatrakcyjną. Media, zwłaszcza społecznościowe proponują wiele szybkich sposobów na sukces i przekonują, że ten jest w zasięgu ręki. Koniecznie należy po niego sięgnąć, najlepiej kupując kolejny poradnik, kurs lub dostęp do wykładu. Sam twórca jest żywym dowodem na to, że jego metoda działa. To pewnie możliwe, ale w ilu przypadkach? Tymczasem świat je...

Wściekam się

Obraz
Wściekam się. Wreszcie. To nie jest dla mnie naturalny stan, jestem grzeczną dziewczynką, tyle że czas, który w moim życiu nastał, powoduje zmiany nastroju, na które chyba nie byłam gotowa. Ich intensywność tylko z pozoru utrudnia życie, bo można je wykorzystać do własnych celów. Na przykład to, że się wściekam, jest znacznie wygodniejsze niż ewentualne użalanie się nad sobą. Wściekam się, kiedy czytam, co kobieta po pięćdziesiątym roku życia powinna i czego nie powinna. Wściekam się z powodu stereotypów dotyczących dojrzałych kobiet. Do białej gorączki doprowadzają mnie infantylne nagłówki: pięćdziesięciolatko łap 50 złotych i biegnij do… Naprawdę? Czy ja się czepiam, czy to brzmi lekceważąco? Dlaczego wciąż pozwalamy, żeby ktoś inny decydował o naszej atrakcyjności? Dlaczego atrakcyjność ma zależeć od opinii z zewnątrz lub ogólnie przyjętego kanonu urody? Dlaczego wciąż to przeżywamy? Może pora skorzystać z zasobów, które mamy i zmienić podejście, bo w końcu, czym jest owa atrak...

Do diabła z podłogą

Obraz
Dzisiaj będzie o relacjach, brudnej podłodze i raz jeszcze o „Smutkach wszelkiej maści” Mariany Leky, a w zasadzie o jednym z opowiadań. „Świadkinie szczęścia i nieszczęścia” to krótka historia pewnej przyjaźni, nie zdradzę wszystkich szczegółów, na wypadek, gdyby ktoś miał ochotę sięgnąć po książkę. I choć wśród opowiadań autorki przyjaźń pojawia się w wielu odsłonach, mnie ujęła ta właśnie historia. Dlaczego? Ponieważ dotyczy relacji, która przetrwała lata i pewnie niejedną próbę. I choć powodów jej trwania jest wiele, wśród nich znalazł się również ten: Powodem, dla którego nam się ze sobą nie dłuży, jest to, że kiedy jedna odwiedza drugą, nie musi być jedzenia na stole ani wyszorowanej podłogi. Smutki wszelkiej maści,  Mariana Leky Trywialne, a jednak niezwykle prawdziwe. Rozumiem doskonale ten powód, bo mam szczęście mieć taką przyjaźń i wiem, że powyższy opis kryje coś więcej niż tylko nieposprzątane mieszkanie i brak poczęstunku. Pisałam o relacjach do zadań specjalnych, róż...

Kobieta dojrzała i koszty życia

Obraz
Nie ustaję w poszukiwaniach recepty na dobrą dojrzałość, a jeśli jej nie znajdę, przynajmniej chcę więcej rozumieć, choć wierzę, że w efekcie stworzę własny zupełnie zwyczajny przepis, skrojony na moją miarę, bo o to chyba chodzi. Dlatego ostatnio taki, a nie inny dobór lektur. I tu pora się przyznać, że do niektórych musiałam dorosnąć. Deborah Levy napisała książkę o wiele mówiącym tytule „Koszty życia”. Dawno temu uznałabym, że to książka o niczym, pełna refleksji, przemyśleń autorki o własnym życiu i życiu w ogóle, bez literackiej fikcji, bez pełnej napięcia historii. Dzisiaj jest tym, czego potrzebuję, spojrzenia na dojrzałość, kobiecych wniosków i przemyśleń, refleksji. Zwłaszcza że na tę książkę składają się opowieści, napisane przez autorkę w okresie między jej pięćdziesiątymi i sześćdziesiątymi urodzinami, zatem Deborah Levy jest o krok przede mną, bogatsza o kolejną dekadę. Poznajemy pisarkę w momencie życiowych zawirowań, właśnie rozpadło się jej małżeństwo. Wraz z dwoma có...

Relacje do zadań specjalnych

Obraz
Ostatnio tak się szczęśliwie złożyło, że miałam przyjemność spotkać się z kilkoma bliższymi lub dalszymi znajomymi. Lubię takie spotkania nie tylko dlatego, że są to osoby, z którymi naprawdę miło spędzam czas, ale też dlatego, że one coś wnoszą do mojego życia. I to właśnie jedno z tych spotkań dało mi powód do kolejnych przemyśleń. K. znam od niedawna, połączył nas przypadek, a w zasadzie pewna platforma internetowa, znajomość nawiązana w sieci przeniosła się do realnego świata i choć spotykamy się rzadko, są to miłe spotkania. Polubiłam tę dziewczynę, mam nadzieję, że z wzajemnością. K. wyraziła taką obawę, że gdyby nie sprawa, za której przyczyną się poznałyśmy, być może nie mogłybyśmy nawiązać znajomości, bo jesteśmy zupełnie różne. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i zrobiłam mały przegląd moich kontaktów. Wyszło mi, że wszystkie osoby, z którymi w jakiś sposób jestem blisko, są różne ode mnie. Nie mam nawet jednej przyjaciółki czy koleżanki, która by mnie przypominała. I w ...

Wiek dojrzały?

Obraz
Całkiem niedawno miałam przyjemność zjeść kolację w towarzystwie mojej przyjaciółki J. Znamy się lat naście i zjadłyśmy razem niejedną kolację, a przy tym niejedną przysłowiową beczkę soli. J. jest starsza ode mnie zaledwie kilka lat i śmiało można powiedzieć, że to ta sama grupa wiekowa, 50 plus. Z niewielką różnicą, w moim przypadku ten plus za kilka miesięcy. Obie dostrzegamy zmiany, jakie dokonały się w nas lub w naszym życiu. Naturalnie nie są to zmiany nagłe, raczej proces, który wspólnie obserwujemy. Dostrzegłyśmy też problemy, które łączą wiele kobiet w tym wieku . W tym , czyli w jakim? Katarzyna Sobczuk w eseju Mała empiria określa go początkiem starości, ale też wiekiem środka, bo to etap, w którym dzieci (o ile je mamy) jeszcze nas potrzebują, a starzejący się rodzice zaczynają nas potrzebować coraz bardziej. I wiek, w którym denerwują nas i młodzi i starzy, co z przymrużeniem oka stwierdza autorka. Niektórzy nazywają go dojrzałym, ale jak wiadomo to tylko nazwa, bo ni...