Posty

Wyświetlam posty z etykietą książka

Czułe miejsca

Obraz
Pięć lat temu okazało się, że wypracowane przeze mnie metody przetrwania w obecnym świecie, przestały być wystarczające. Niektóre stały się wręcz szkodliwe, a może zawsze takie były? Niewykluczone, tak czy inaczej, dopóki działały, nie miałam potrzeby ich zmieniać albo nie wiedziałam, że można, co zdaje się bardziej prawdopodobne. Okazało się, że owszem można, nawet należy, tylko jak? Niestety nie ma jednej metody, za pomocą której wszyscy możemy przeorganizować swoje myśli, bo zwykle o myśli i przekonania chodzi. Na początku była terapia, później książki z cyklu rozwój osobisty, które zresztą czasem prowadziły na manowce, bo nie wszystkie były dobre, a na pewno nie były dobre dla mnie, choć wybierałam je dość starannie. Jeśli jednak z każdej mogłam wziąć dla siebie choćby małą wskazówkę, uzbierało się ich trochę. Czy rozwinęłam się osobiście? Pewnie tak, ale po wielu książkach o podobnej tematyce, treści zaczęły być powtarzalne i wyraźnie czułam, że tę lekcję już odrobiłam. Wtedy po...

Notatki Joan Didion

Obraz
Literackie spotkanie z Joan Didion było dla mnie objawieniem, bo oto znowu spotykam pisarkę, która swoją wnikliwością, wrażliwością, uważnością i trafnymi diagnozami przemawia do mnie, jak rzadko kto.   Mam za sobą lekturę „Błękitnych nocy” i „Notatek dla Johna”, ale pierwszym moim spotkaniem z autorką był film dokumentalny „Wszystko w rozpadzie”. Joan Didion już nie żyje, pozostawiła po sobie swoje książki. Najsłynniejsza z nich to „Rok magicznego myślenia”, wciąż przede mną, bo nie byłam na nią gotowa. Jest zapisem emocji po śmierci męża i próbą radzenia sobie z żałobą. W „Błękitnych nocach” autorka mierzy się z bólem po stracie dorosłej córki, natomiast „Notatki dla Johna” są odnalezionymi po śmierci pisarki zapiskami, dokumentującymi jej rozmowy z psychiatrą.  Twórczość niezwykle intymna, przenikliwa i do głębi poruszająca. Tym, co mnie przyciąga do literatury tworzonej przez Joan Didion, są jej osobiste refleksje na temat życia, macierzyństwa, rodziny czy społeczeństw...

Diagnoza

Obraz
Diagnoza mojej mamy skłoniła mnie do przemyśleń na temat naszej relacji. I nie tylko, spowodowała kolejny kryzys emocjonalny w moim życiu. Taka diagnoza dobitnie wskazuje kierunek zmian. Krótko mówiąc, powoli tracę moją mamę.  W jednym z pierwszych postów opisałam swój stosunek do rodziców i nakreśliłam sytuację rodzinną. Mama jest osobą łagodną, bez wygórowanych oczekiwań, chyba w ogóle bez oczekiwań, bez jawnych pretensji, znoszącą po cichu wszelkie życiowe zawirowania i kryzysy. Wszystko jej pasuje. Jest też kobietą całkowicie podporządkowaną mojemu ojcu i jego piciu. A raczej była, bo niestety powoli przestaje być sobą. Nasza relacja nie miała otwartych konfliktów. Zawsze czułam się w jakiś sposób za nią odpowiedzialna i nie chciałam jej dokładać, choć przez lata miałam do niej żal. Nie było mi łatwo odciąć się od jej decyzji, a zaakceptować ich, nie potrafiłam, zrozumieć też nie. Dzisiaj rozumiem przyczyny, z powodu których takie decyzje podejmowała, nie umiała inaczej. Dl...

Dojrzałość Andy Rottenberg

Obraz
Jestem po lekturze Dziennika 2019-2022 „Schyłek”, Andy Rottenberg. Są to zapiski kobiety dojrzałej, a nawet bardzo dojrzałej, o czym świadczy słowo schyłek w tytule, doświadczonej przez życie, mądrej, refleksyjnej. Osobom zainteresowanym sztuką, autorki nie trzeba przedstawiać, dla mnie jest przede wszystkim interesującą kobietą. Dla świata historyczką sztuki, kuratorką wystaw, publicystką. Na blogu najczęściej piszę o zwyczajnym życiu i codziennych problemach. Pani Rottenberg z pewnością nie można określić mianem zwyczajnej kobiety, a jednak w pewnym sensie jest jak my wszystkie. Przeżywa podobne emocje, dzieli się przyziemnymi chwilami i opowiada o przyziemnych sprawach, a do tego, czasem sama o sobie myśli, że jest beznadziejna. Sięgam do tak osobistej literatury trochę po to, by dowiedzieć się, co będzie dalej. W jaki sposób widzi świat osoba dojrzalsza ode mnie, jestem ciekawa jej wniosków i przemyśleń. I właśnie nimi chcę się dzisiaj podzielić. Zacznę jednak od moich własn...

Całkiem niedawno...

Obraz
Kilka zupełnie błahych wydarzeń uświadomiło mi, jak inaczej niż kiedyś postrzegam upływ czasu. Zaczęło się parę lat temu. W związku z pracą domową mojej córki, rozmawiałyśmy o wierszu Wisławy Szymborskiej „Nic dwa razy”. Powiedziałam M., że choć jest wiele muzycznych interpretacji tego wiersza, dla mnie wyjątkowe było wykonanie Łucji Prus. Dodałam, że niestety artystka już nie żyje. M. zapytała, kiedy zmarła, a ja bez chwili zastanowienia odpowiedziałam, że niedawno, jakieś trzy lub cztery lata temu. M. zdziwiła się (moim zdaniem nie całkiem uprzejmie, mogła sobie przecież darować), że trzy lub cztery lata temu to dla mnie całkiem niedawno. Niestety to był dopiero początek, bo później było tylko gorzej, znacznie gorzej. M. zweryfikowała podaną informację i dowiedziała się, że Pani Łucja zmarła … w 2002 r., co oznacza, że nie minęły trzy lub cztery lata, tylko prawie 20. No dobrze, trochę się pomyliłam, przyznaję. Tak szybko minął ten czas… „Jak do tego doszło? Nie wiem.” Choć od ...

Jesienna chandra

Obraz
Bez zbędnych wstępów i bez owijania w bawełnę. Dopadła mnie jesienna chandra i klimakterium, a obie te przypadłości tworzą niewdzięczną mieszankę, niczym bunt dwulatka i nastolatka w jednym domu. Nastrój mam fatalny, aż tak fatalny, że nie będę dzisiaj dbać o konwenanse, napiszę wprost. W tym stanie ducha subtelnie nie da rady. Zmiany w moim życiu zarówno osobiste, jak i zdrowotne, a w szczególności hormonalne spowodowały, że dużo zmieniło się we mnie samej. Raczej nie na plus, choć i plusy czasem dostrzegam, dzisiaj jednak zdecydowałam się być na nie zupełnie ślepa. Samopoczucie mam kiepskie, straciłam co najmniej połowę włosów i mam wrażenie, że również pół mózgu, bo myśli mi się jakoś trudniej. Za to bardziej niż powinno, smakuje mi wszystko co słodkie, a jeszcze niedawno mogłoby nie istnieć. W ogóle smakuje mi bardziej niż powinno. Frustracja miesza się z niechęcią, zwątpieniem i lekkim podenerwowaniem. Każdego dnia. W tym stanie ducha bawią mnie memy z Arturem Schopenhauerem, ...

Moc zwykłych rzeczy

Obraz
Któregoś dnia moja córka zauważyła, że gdy tylko nauczy się jakiegoś nowego słowa, wszędzie je słyszy. Zdaje się, że podobnie jest z moimi przemyśleniami, bo jak zaczynam o czymś myśleć, życie natychmiast dostarcza mi materiału. Zauważam (i to właśnie przyczyna) sytuacje i wypowiedzi, które dotyczą tematu lub choćby się z nim wiążą. Tak było i tym razem. Ale po kolei. Mamy z mężem pewną różnicę zdań, niejedną naturalnie, dzisiaj o tej konkretnej. Ja jestem zwolenniczką uprzątania, pozbywania się i porządkowania. Nie lubię nadmiaru rzeczy i mam potrzebę, by eliminować z domu te, których nie używałam od roku (oczywiście z wyjątkiem ozdób choinkowych). Potrzebuję przestrzeni, a rzeczy muszą być szczególne, by mogły stać się pamiątką. I nie chodzi oczywiście o ich wartość materialną. Mąż odwrotnie, lubi gromadzić, bo z pewnością „to” się jeszcze przyda. Bywam uszczypliwa (wiem, że to nie powód do chwały), więc odpowiadam, że „to” z pewnością się nie przyda, bo z czasem w tym nadmiarze ni...

Pozwól im i pozwól sobie

Obraz
Nie tak dawno na naszym czytelniczym rynku pojawiła się książka Mel Robbins „Teoria POZWÓL IM” i dość szybko zdobyła popularność. Dużo się mówiło zarówno o książce, jak i o teorii w niej zawartej. Prawdę mówiąc, mnie publikacja nie zachwyciła, choć samo podejście do problemu jest ciekawe. Niestety, w moim odczuciu pozycja nieco zbyt amerykańska, zbyt łopatologiczna i zbyt optymistyczna, o czym świadczy choćby taki fragment: Możesz wieść życie, jakiego zawsze pragnąłeś. Możesz być milionerem.   Mimo to myślę, że niektóre pomysły zawarte w książce można, a nawet warto zastosować, ale niewiele pomogą bez wcześniejszego przepracowania własnych problemów. Ponieważ jednak uważam, że wszystko dobre, co pomaga, każdy zainteresowany musi sam ocenić publikację i absolutnie nie nakłaniam do kierowania się moją opinią. Na uwagę zasługuje „reguła 5 sekund”, to dzięki niej Mel Robbins przekonała się, że wyjście z pułapki polega wyłącznie na działaniu. Jak zwykle łatwo napisać, trudniej zro...

50 lat

Obraz
Stało się. Właśnie skończyłam 50 lat. Doskonale wiecie, że przygotowywałam się do tego dnia od jakiegoś czasu. Zastanawiałam się również, dlaczego akurat te urodziny są dla mnie takie szczególne. Wszystkie dotychczasowe przechodziły niemal bez echa, a pięćdziesiąte wyjątkowo działają mi na wyobraźnię. Mam świadomość, że to naturalny etap, nawet przywilej, ale w moim przypadku chodzi chyba o to, że po raz pierwszy wiek czuję tak wyraźnie, także, albo przede wszystkim fizycznie. Nie ma co czarować, oszukiwać się i udawać, że nic się nie zmienia. Raczej należałoby się zatrzymać i przemyśleć spokojnie co dalej. Można zaklinać rzeczywistość albo starać się ją zagłuszyć, a jednak czas biegnie nieubłaganie i nic sobie nie robi z kryzysów i trudności, jakie przeżywamy. Ostatnio dużo uwagi poświęcałam na układanie się ze zmianami, które zachodzą w moim życiu i we mnie samej. Myślę, że to etap konieczny do zaakceptowania fazy życia zwanej transformacją menopauzalną, początkiem starości, czy ...

Wiek dojrzały oczami Zofii Czerwińskiej

Obraz
Dojrzały wiek podobnie jak starość, zarówno tę wczesną, jak i późniejszą przeżywać lub znosić można na różne sposoby. Można też jej nie znosić. Tak właśnie było w przypadku jednej z najbardziej charyzmatycznych aktorek Zofii Czerwińskiej. Osobom z mojego pokolenia artystki nie trzeba przedstawiać. Pani Zofia zmarła w 2019 r. w wieku 85 lat, więc o dojrzałości musiała wiedzieć niemal wszystko. O tym, co o niej sądziła, można przeczytać w książce napisanej przez Ryszarda Abrahama, Zofia Czerwińska Całuję prawe oczko misia Rysia. Nie jest to biografia aktorki, raczej zbiór anegdot zebranych przez autora oraz zapis interesujących faktów z życia artystki. Z tego powodu nie znajdziemy w książce pełnego obrazu, a jednak dość dobrze można poznać bohaterkę, jak również jej sposób postrzegania świata. Mnie z uwagi na rozpoczynający się nowy etap życia, ciekawi, jaki stosunek Zofia Czerwińska miała do swojego wieku. Odpowiedź jest dość precyzyjna, bo zwykła mawiać, że jest kobietą w sile wieku ...