Notatki Joan Didion
Literackie
spotkanie z Joan Didion było dla mnie objawieniem, bo oto znowu spotykam pisarkę,
która swoją wnikliwością, wrażliwością, uważnością i trafnymi diagnozami
przemawia do mnie, jak rzadko kto.
Mam
za sobą lekturę „Błękitnych nocy” i „Notatek dla Johna”, ale pierwszym moim
spotkaniem z autorką był film dokumentalny „Wszystko w rozpadzie”. Joan Didion już
nie żyje, pozostawiła po sobie swoje książki. Najsłynniejsza z nich to „Rok
magicznego myślenia”, wciąż przede mną, bo nie byłam na nią gotowa. Jest
zapisem emocji po śmierci męża i próbą radzenia sobie z żałobą. W „Błękitnych
nocach” autorka mierzy się z bólem po stracie dorosłej córki, natomiast „Notatki
dla Johna” są odnalezionymi po śmierci pisarki zapiskami, dokumentującymi jej rozmowy
z psychiatrą.
Twórczość
niezwykle intymna, przenikliwa i do głębi poruszająca. Tym, co mnie przyciąga
do literatury tworzonej przez Joan Didion, są jej osobiste refleksje na temat
życia, macierzyństwa, rodziny czy społeczeństwa, ale też zapis procesu radzenia
sobie z kryzysem, z którym nigdy tak do końca nie można sobie poradzić.
Joan
pisząc, porządkuje emocje, przygląda się swoim błędom i analizuje schematy, w
których funkcjonuje. Rozprawia się z przeszłością w sposób analityczny i
odkrywa siły rządzące rodzinnymi relacjami.
Że gdybym powiedziała Quintanie, że w porządku jest
wyrażać złość, a ona by to zrobiła, ja po prostu poczułabym się przygnębiona i
zamknęła w sobie, ale ty też wyraziłbyś swoją złość i doszłoby do eskalacji,
cała sytuacja wymknęłaby się spod kontroli. Powiedziałam, że ani ty, ani ja nie
dorastaliśmy w rodzinach, gdzie wyrażanie złości było akceptowalnym zachowaniem.
Notatki dla Johna, Joan Didion
Czy
większość z nas z podobną precyzją nie byłaby w stanie opisać zależności we
własnej rodzinie? Oddziałujemy na siebie wzajemnie i wchodzimy w reakcje, a w
nich każdy ma do odegrania swoją rolę. Zapytane o to, co będzie dalej, jak
rozwinie się konkretna kłótnia, prawdopodobnie byłybyśmy w stanie stworzyć
bardzo precyzyjny scenariusz. Czasem trzeba się tylko temu poprzyglądać. Joan uczy
się w trakcie terapii, jak zrobić coś inaczej, żeby przerwać zaklęty krąg.
Próbujemy nauczyć cię, żebyś nie reagowała zgodnie z
oczekiwaniami. Ona przychodzi do ciebie po pomoc, ty ją oferujesz, ona ją
odrzuca, ty okazujesz swoje rozczarowanie. Czy tak to się rozegrało tym razem?
Notatki dla Johna, Joan Didion
Notatki dla Johna są również
o tym, jaką matką należy być i jaką nie należy. Joan Didion wraca do swojej
przeszłości i analizuje błędy, które popełniła. Chce zrozumieć i za wszelką
cenę pomóc dorosłej córce wyjść z alkoholizmu.
Ty i Quintana zbyt długo byłyście dwiema osobami w tej
samej skórze. Każdą jej porażkę odczytujesz jako swoją własną.
Notatki dla Johna, Joan Didion
W
tej konkretnej sytuacji przeglądam się ja, bo na terapii przerabiałam
zagadnienie, że być może czuję i reaguję bardziej, na to, co przydarza się moim
dzieciom, niż one same. A jednak,
Rodzicom nie tak łatwo jest poradzić sobie ze swoimi
uczuciami, kiedy widzą dziecko, które cierpi ból.
Notatki dla Johna, Joan Didion
Myślę,
że jest nas więcej.
Książka
jest pełna społecznych diagnoz, jak ta:
Utrata przyjaciół – poczucie oddalenia od przyjaciół –
to coś, co przydarza się z wiekiem większości z nas. Bardzo niewielu z nas
mobilizuje się do zawierania nowych przyjaźni. Większość z nas wycofuje się w
obręb rodziny.
Notatki dla Johna, Joan Didion
I
ciekawych spostrzeżeń dotyczących życia zawodowego, roli matki czy własnej starości.
Pisarka przyznaje, że się nie przygotowała, na to, jaka jest stara.
J.
Didion jest wnikliwą obserwatorką. Dostrzega, że większość ludzi z depresją to
mili ludzie, bo zwracają swój gniew przeciwko sobie, nie innym. O nieśmiałości
pisze, że jest myśleniem paranoidalnym, ponieważ zakłada, że ciągle jesteśmy w
centrum uwagi. W książce jest też kilka przydatnych wskazówek, jak ta dotycząca przyszłości.
Lekarz stara się przekonać pisarkę, że nie musi wciąż wypatrywać przeszkód na
drodze, bo to nie sprawi, że znikną.
Notatki dla Jona są też o kobiecej sile, ale i bezradności, o zdarzeniach, które pokonują nawet
najlepiej zbudowane mechanizmy obronne, jak pisze o nich sama Joan Didion, ale
też o woli walki, ratowaniu bliskich i uczeniu się, że nie zawsze i nie każdemu
można pomóc.
Zadziwiające,że w każdej rodzinie są takie same schematy działania.Myślałam,że to kwestia złego doboru /połączenia charakterów jej członków.Ale nie rozumiem czegoś...jakby mi się wyklucza,to,że terapia czy praca nad sobą pomoże nauczyć reagowania w inny,nie oczekiwany sposób a z drugiej strony,przeciez kluczem do szczęscia jest bycie sobą.Wiem,że nie jesteśmy idealni i trzeba robić kompromisy,uczyć się siebie i innych,ale wtedy to takie sztuczne,właśnie naciągane pod kogoś.Chyba,że obie strony.wszyscy członkowie rodziny pracują..tu się zgodzę.
OdpowiedzUsuńNapiszę, jak ten problem wygląda z mojej perspektywy. Myślę, że robienie czegoś inaczej nie musi być rezygnacją z siebie. Zwykle działamy automatycznie, w moim przypadku przyszedł moment, że to się nie sprawdzało, miałam potrzebę, by się zatrzymać i zastanowić, czy da się podejść do sprawy inaczej. Chodzi w końcu o sytuacje, w których ostatecznie czujemy się źle, zmieniamy coś, co nie działa. Kluczowe dla mnie jest też to, że czasem wystarczy, że jedna osoba przerwie zaklęty krąg, a wtedy wszyscy muszą się zachować inaczej. I w tym wypadku nie chodzi o łamanie siebie, ale o świadome działanie. Czyli w gruncie rzeczy zmieniamy sytuacje, które nam samym nie służą, a często także naszym bliskim. I w tym wypadku chodzi o konkretne sytuacje, bo raczej nie ma co liczyć na to, że od tej pory zmieni się wszystko. I zgadzam się, że odpowiedzialność za rodzinę leży po obu stronach, dzieci bym wyłączyła, bo póki są dziećmi to raczej my odpowiadamy za relacje z nimi. Co do samego związku to stoję na stanowisku, że w pojedynkę można dokonać zmian wyłącznie w sobie i nie po to, żeby robić coś pod kogoś, ale po to, żeby poprawić swoją sytuację. Dopóki obie strony nie wyznają zasady, że w pewnym sensie jesteśmy drużyną i gramy do tej samej bramki, nie uda się żadna zmiana. I często dobra wola nie wystarczy, bo nie zawsze wiemy, jak to zrobić. Sądzę, że każdy powinien najpierw przepracować swoje własne problemy, żeby z większą świadomością przystąpić do budowania relacji, co jest możliwe, ale jak napisałaś wymaga zaangażowania obu stron. Niestety nie każdą relację można uratować.
UsuńZgadzam się w 100% :)
UsuńŚwietny wpis! Ciekawa refleksja nad Joan Didion i sposobem, w jaki jej zapiski pozwalają zajrzeć głębiej w proces twórczy i osobiste doświadczenia – to inspirujące spojrzenie na literaturę i życie artystki.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za ten komentarz i tak pozytywną opinię. Pozdrawiam serdecznie.
Usuń