Czułe miejsca
Pięć lat temu okazało się, że wypracowane przeze mnie metody przetrwania w obecnym świecie, przestały być wystarczające. Niektóre stały się wręcz szkodliwe, a może zawsze takie były? Niewykluczone, tak czy inaczej, dopóki działały, nie miałam potrzeby ich zmieniać albo nie wiedziałam, że można, co zdaje się bardziej prawdopodobne. Okazało się, że owszem można, nawet należy, tylko jak? Niestety nie ma jednej metody, za pomocą której wszyscy możemy przeorganizować swoje myśli, bo zwykle o myśli i przekonania chodzi.
Na
początku była terapia, później książki z cyklu rozwój osobisty, które zresztą
czasem prowadziły na manowce, bo nie wszystkie były dobre, a na pewno nie były
dobre dla mnie, choć wybierałam je dość starannie. Jeśli jednak z każdej mogłam
wziąć dla siebie choćby małą wskazówkę, uzbierało się ich trochę. Czy
rozwinęłam się osobiście? Pewnie tak, ale po wielu książkach o podobnej
tematyce, treści zaczęły być powtarzalne i wyraźnie czułam, że tę lekcję już
odrobiłam. Wtedy pomyślałam, że tyle teorii, czas zwrócić się w kierunku prawdziwego
życia i osób z krwi i kości. Zaczęłam czytać biografie, eseje i wywiady. Szybko
okazało się, że teoria nie zawsze wytrzymuje zderzenie z rzeczywistością. Teraz
od innych kobiet uczę się i koryguję swoje postrzeganie świata. Trochę też
przeglądam się w ich doświadczeniach.
Była
już dojrzałość według Zofii Czerwińskiej i koszty życia Deborah Levy, a także
dojrzałość Andy Rottenberg.
Swoje
lekcje odrabiam etapami, tak się składa, że to konkretne etapy mojego życia i niemal
książkowe problemy charakterystyczne dla czasu jego drugiej połowy. Jestem
zdania, że są tematy, których nie można zrozumieć bez pewnych doświadczeń. Przez
lata moje życie było dość stabilne, nie znaczy, że pozbawione zawirowań, ale
nie były to trzęsienia ziemi. Od kilku lat nie ma roku bez wstrząsu, taki czas.
Trzeba przetrwać i robić, co się da, z nadzieją, że jeszcze nadejdzie jakiś spokojniejszy
okres. Mam potrzebę, by cieszyć się każdą dobrą chwilą, zanim te złe przejmą
nade mną kontrolę.
Tymczasem
pora na spotkanie z jedną z moich ulubionych reżyserek. O jej filmach już niejednokrotnie
wspominałam. Kinga Dębska napisała książkę Czułe miejsca Reżyserka o sobie,
w której opisuje własną drogę do dojrzałości. W książce są doświadczenia i
zdania, pod którymi wiele z nas mogłoby się podpisać. Na przykład to:
Wstyd to zresztą główna emocja, która kojarzy mi się z
dzieciństwem, a szerzej z wychowaniem dzieci w Polsce.
Kinga
Dębska, Czułe miejsca Reżyserka o sobie
Myślę
podobnie i niestety wstyd noszę w sobie do dzisiaj. W tamtych czasach trudno
było go nie czuć, zwłaszcza jeśli pochodziło się z dysfunkcyjnego domu, co
stało się udziałem dużej części z nas. Autorka przekuła swój wstyd w coś, co
sprawiło, że stała się uważną obserwatorką życia, zwłaszcza życia kobiet,
których historie opowiada w swoich filmach.
Jakoś
tak się składa, że ta przykra emocja często występuje w parze z poczucie winy,
a poczucie winy nierozerwalnie wiąże się z przekonaniem, że wciąż jesteśmy nie
dość lub nazbyt. Autorka też czuła się winna, z powodu własnych
osiągnięć, ale też z powodu ich braku, dlatego, że była gorsza i również wtedy,
gdy nie była.
Kinga
Dębska wyjawiła, że była ofiarą gwałtu. Tak traumatyczne zdarzenie rodzi wiele
bólu, cierpienia i trudnych emocji, co więcej ma wpływ na całą przyszłość, szczególnie
gdy zabraknie siły, by o traumie opowiedzieć, poszukać wsparcia i pomocy. I znowu
czuła się winna.
Przez lata myślałam, że jak ktoś się o tym dowie,
natychmiast się ode mnie odwróci, znienawidzi mnie i mną pogardzi. Dopiero
niedawno zrozumiałam, że jest dokładnie odwrotnie. Trzeba odsłonić swoje
miękkie podbrzusze, żeby świat się na nas otworzył, ale żeby też naprawdę
pokochać siebie.
Kinga
Dębska, Czułe miejsca Reżyserka o sobie
Przyznaje,
że przestała czuć się winna dopiero po pięćdziesiątce, odpuściła. Uznała, że jeśli
w ogóle jest winna to wyłącznie przed sobą, wtedy, gdy nie jest szczęśliwa i
kiedy nie słucha siebie, a także wtedy, gdy oddaje komuś władzę nad swoim
życiem.
Po świetnym filmie Moje córki krowy
ludzie zaczęli widzieć w niej specjalistkę od rodziny, co sama kwituje tak:
Ja specjalistką? Dobre
sobie. Jestem kompletną amatorką w tej dziedzinie, a wszystkie teorie, w które
wierzę, są chyba tylko po to, żeby się u mnie nie sprawdziły, żeby ktoś, coś mi
pokazało na końcu figę. Taka byłaś mądra, a tu znowu pudło!
Mam
podobne odczucia, wystrzegam się ocen, bo jakoś tak wychodzi, że gdy tylko
bezrefleksyjnie kogoś ocenię, szybko sama czegoś podobnego doświadczam, tylko
wtedy już nie jestem taka mądra. W końcu ile rodzin, tyle problemów, albo jak
mawiają niektórzy, co chatka to zagadka. Wszystkie mogłybyśmy opowiedzieć własne
historie i jestem przekonana, że nie zabrakłoby w nich dobrych chwil, trudnych
zdarzeń i wielu błędów. Każda z tych opowieści byłaby gotowym materiałem na
ciekawy odcinek serialu.
Przyglądając
się swojej młodości, reżyserka wspomina własną naiwność, zarzuca sobie, że
wierzyła we wszystko, co do niej mówiono. Brzmi jak prawda uniwersalna. Obawiam
się, że do pewnego momentu naiwność towarzyszy wszystkim, tylko moment bywa
różny, bo życie z niej leczy, ale nie zawsze i nie każdego.
I
w końcu coś, co mogłoby być przesłaniem dla wielu kobiet:
Zaskoczenie – to jest najpiękniejsze co może się
przydarzyć, i właśnie zaskoczenie jest motorem mojego życia. Cały czas coś
sprawdzam, próbuję, zmieniam, przymierzam różne role, kostiumy, ryzykuję,
walczę, wygrywam, przegrywam. Żyję.
Kinga
Dębska, Czułe miejsca Reżyserka o sobie
Chyba nie ma potrzeby niczego dodawać.
Komentarze
Prześlij komentarz