8 powodów złego samopoczucia
Co
sprawia, że gorzej się czuję? Komu wierzę? Co i kto wpływa na moje życie i
postrzeganie świata? Wreszcie jakie popełniam błędy i dlaczego?
Te
i wiele innych pytań wciąż sobie zadaję. Poszukuję odpowiedzi, żeby ponownie
nie wpadać w stare pułapki. Z tego zastanawiania wyszło mi, że:
1. Zbyt często, opinię o sobie czerpiemy z tego, co ktoś do nas powiedział. W zasadzie to normalne, że ważne jest, co mówią bliscy nam ludzie, a czasem nawet to, co mówią trochę dalsi. Uwagi dotykają, a słowa zostają. Jednak najczęściej wierzymy w te słowa, a przecież powinniśmy poddawać je w wątpliwość. Lepiej samemu poprzeglądać się „w lustrze”, zastanowić się, czy tak naprawdę jest, a jeśli jest, to co mi to robi? Czy faktycznie mam problem, i czy mnie samej to coś naprawdę przeszkadza?
2. Rozdźwięk pomiędzy tym kim jesteśmy, a kim chcielibyśmy być. Powodem niezadowolenia lub nawet udręki bywa myśl, że jesteśmy nie dość, powinniśmy więcej, inaczej. Mamy pewne wyobrażenia o sobie, o tym jacy powinniśmy być. Powinnam, powinnam, powinnam…. Może nawet faktycznie powinnam, tyle że to nie jest moje i nie potrafię. Ileż łatwiej się żyje, gdy odpowiemy sobie na pytanie: co mogę, na czym mi zależy i jaka naprawdę jestem. I co ważniejsze, taka właśnie mogę być, bo to, co chciałabym zmienić, nie zawsze jest tym, co zmienić mogę.
3. Brak zgody na siebie, z czym wiążą się dwie sprawy: poszukujemy aprobaty i staramy się za wszelką cenę udowodnić swoją wartość, rzecz w tym, że to niekończąca się historia. Będzie ciągły niedosyt, bo nie można raz na zawsze zostać uznanym. Zaklęty krąg, tę dziurę możemy zasypać wyłącznie osobiście. Chodzi też o odwrócenie myślenia, żeby nie patrzeć wyłącznie na to, co ktoś sądzi, za to częściej pytać siebie "co ja na to ?".
4. Nieustanne wątpliwości. Nie zajmuję ważnych stanowisk, nie robię kariery, może nie znam języków, nie jeżdżę samochodem albo to czas, kiedy „siedzę” w domu (nie mylić z siedzeniem), nie biegam lub nie potrafię gotować, może nie jestem dobrą matką, może sztuka jest mi obca, czy też nie czuję się swobodnie wśród ludzi, nie wyglądam jak królewna, nie jestem dość wykształcona itd., wątpliwości, które można mnożyć, każdy znajdzie coś dla siebie. Tylko zapominamy, że na świecie potrzebni są bardzo różni ludzie, ich talenty i umiejętności. I nie musi to być talent oczywisty. Może nie umiecie malować, ale potraficie słuchać, uśmiechacie się co rano do swoich dzieci, malujecie kamienie w cudowne wzory lub trzymacie kogoś za rękę, opiekujecie się czyimiś dziećmi albo dbacie o dom… Dlaczego stało się tak, że te ważne sprawy przestały mieć znaczenie? I czy my sami nie powinniśmy nadać im wartości, bo kto ma to zrobić?
5. To, co do siebie mówimy. Wspomniałam już o „powinnam”, ja nadużywałam słowa „staram się” (ciągle się starałam, biorąc wszystko na siebie, dzisiaj staram się o wiele mniej). Ale chodzi też o słowa, które do siebie dopuszczamy, bo wiadomo, że siedzi w naszych głowach wiele głosów, które koniecznie "chcą dojść do głosu". Nie trzeba wszystkich dopuszczać, niektórym już podziękujmy.
6. Empatia. Zwykle mówi się o niej w kontekście braku, a przecież są wśród nas osoby, które ta empatia (właściwie jej nadmiar) gubi. Sprawia, że mamy w sobie nieustanną gotowość do rozumienia, wsparcia i pomocy innym, a nie dostrzegamy, że jesteśmy wykorzystywani, albo że pomagamy kosztem siebie. Może nawet właśnie z tego powodu sami potrzebujemy pomocy, tyle że wszyscy przywykli, że to my wspieramy. Jeśli jak ja, macie ten kłopot, wyłączajcie guzik nadmiernej empatii. Czasem po prostu zamykajcie w szafie wewnętrzną anielicę lub anioła i zanim znowu wystąpi przed szereg, pomyślcie, czy to dla Was dobre i jaka będzie cena. To ten przypadek, kiedy trzeba ratować siebie przed sobą.
7. Brak uśmiechu, taka prosta sprawa. Dostrzegłam to w Belgii, nie lubię generalizować, ale czasem, jak jakaś pani popatrzy na mnie nieżyczliwie lub warczy pod nosem, zastanawiam się, czy to przypadkiem nie Polka. Zbyt często moje podejrzenia okazują się słuszne. Tutaj ludzie nie zawsze są mili i uprzejmi, ale znacznie częściej uśmiechają się do siebie bez powodu. Na spacerze, mąż czasem pyta, czy znam tę panią, bo wymieniłyśmy się uśmiechami. A syn, który przyjechał niedawno w odwiedziny, stwierdził, że czuje się niekomfortowo, gdy ludzie tak się do nas uśmiechają, bo nie jest do tego przyzwyczajony i trochę zbija go to z tropu. Ja przywykłam i lubię te uśmiechy. Naturalnie nic na siłę, ale może któregoś dnia…
8. Sztywność,
poprawność i akuratność. Cenię ludzi kulturalnych, uprzejmych, potrafiących się
odpowiednio zachować. Czuję się przy nich bezpiecznie, są przewidywalni i
stosują się do ogólnie przyjętych norm społecznych, sama także się staram (znowu
się staram) taka być. Jednak ważne jest, w jaki sposób została nam wpojona owa poprawność,
bo często za pomocą „tresury”: stój prosto, nie kręć się, nie biegaj, nie
hałasuj, bądź grzeczny, uśmiechnij się do cioci, daj babci buziaka, bo będzie
jej przykro, nie dotykaj, potłuczesz…. Straszne i zostaje w człowieku. Po
latach ten człowiek faktycznie jest wytresowany, ale też zestresowany, niepewny
i skrępowany. A myśl o jakiejkolwiek wpadce, jest koszmarem. Obserwuję ludzi i
robi mi się smutno, gdy widzę, jak wiele osób ma w sobie ten rodzaj lęku, ja
też go mam.
To tylko kilka wybranych powodów, które uprzykrzają nam życie. Lista jest bardzo długa. Byłoby wspaniale, gdybyśmy sami ją sobie trochę poskracali.
A ja uśmiecham się do Was cieplutko, zupełnie bez powodu☺
Komentarze
Prześlij komentarz