Dlaczego obawiamy się powiedzieć głośno, że jest dobrze?
Znacie ten stan, gdy wszystko wokół się wali, jedna katastrofa następuje po drugiej, a po jakimś czasie boimy się wstać z łóżka z obawy przed tym, co przyniesie dzień? Takie okresy w życiu się zdarzają. Łatwo wtedy o wrażenie, że to się nigdy nie skończy. To dni, a czasem miesiące, gdy wydaje się, że już nigdy nie będzie dobrze. W najgorszym wypadku mogą być nawet lata.
Najczęściej jednak nadchodzi taki dzień, że zauważamy, niemal z przerażeniem, jest dobrze. Wszystko się poukładało, jestem spokojna, wszystko jest na swoim miejscu i czuję…. No właśnie, lepiej tego nie mówić, bo jeszcze ktoś lub coś usłyszy, a wiadomo, że licho nie śpi.
Sama pamiętam taki słoneczny wrześniowy dzień, wracałam od koleżanki i poczułam to, poczułam radość i szczęście. Wieczorem nie tylko nie było śladu po szczęściu ale rozegrał się jeden z największych dramatów w moim życiu. Czy to potwierdza obawy? Czy są uzasadnione?
Brene
Brown, psycholożka zajmująca się badaniami nad wstydem, wrażliwością i
niedostatkiem mówi:
Czujemy strach, że jeśli pozwolimy sobie na radość,
coś przyjdzie i nam to wydrze. A my oberwiemy bólem, traumą i stratą.
Ale
twierdzi też, że wyobrażając sobie nadejście tego bólu robimy próbę generalną,
czegoś co może ale nie musi się wydarzyć. Jakbyśmy czekali na nieuniknione.
Czy to
rodzaj zaklinania rzeczywistości? Jeśli nie przyznamy, że jesteśmy spokojni i
szczęśliwi to nic się nie wydarzy i nieśmiało w zakamarkach duszy będziemy
mogli dłużej tak się czuć?
Słyszę od moich przyjaciółek: boję się przyznać, że jest dobrze, lepiej tego nie wypowiadać, bo jak powiem, to zaraz coś się wydarzy. Sama miałam podobnie. W ten pogodny piątek, również przeszło mi to przez myśl. Ale to było wtedy.
Dzisiaj zanurzam się w tych emocjach. Gdy czuję radość, szczęście, mam poczucie, że wszystko się układa lub jestem spokojna, to koncentruję się na przeżywaniu tego stanu. Pozwalam sobie na dobre samopoczucie, radość i spełnienie, bo wiem, że trudności i tak nadejdą. Czy to poczuję czy nie, czy dopuszczę do siebie tę radość, czy zablokuję ją lękiem, one nadejdą, bo tak wygląda życie. Zajmę się tym jak się wydarzy. Wiem, że sobie poradzę. Ból, cierpienie, troska jest częścią naszego życia, ale radość i szczęście także.
Tu znowu
warto wrócić do zasad uważności i skupiania się na tym jak jest, bo skoro
dzisiaj jest dobrze, to skupmy się na tym co dzisiaj. Pozwólmy sobie na te
pozytywne uczucia, choćby miały trwać tylko chwilę.
Profesor Jerzy Bralczyk w książce 500 zdań polskich pięknie opisuje czas:
I głównie dlatego, że, niestety, cokolwiek byśmy robili, jakkolwiek byśmy myśleli o czasie i jakkolwiek byśmy go określali czy nie określali, gdziekolwiek umieszczalibyśmy zdarzenia, w różnych jutrach i wczorajach, zawsze jest dziś. Dziś też.
Brene Brown twierdzi, że badania pokazały, co łączy ludzi, którzy nie obawiają się zanurzać w radości. Oni praktykują wdzięczność.
Bardzo często są to osoby po trudnych doświadczeniach, które nauczyły się cenić codzienność, bo to właśnie tych zwyczajnych czynności czy doświadczeń brakuje, gdy nasze życie wywróci się do góry nogami lub zabraknie osoby, którą kochamy. Dlatego ceńmy te chwile.
Nie bójcie się poczuć, że jesteście szczęśliwi. Zapewniam Was, w tamten wrześniowy dzień dramat, by się rozegrał niezależnie od tego czy dopuściłam do siebie radość czy nie, a tak przynajmniej przez tę chwilę czułam się dobrze.
Mam jeszcze jedno wspomnienie, o tym także przypomniała mi Brene Brown, ten kto ma dzieci wie, że emocji, które rodzą się wraz z dzieckiem nie da się porównać z niczym. Mnie także zalała wtedy fala uczuć, te najlepsze chciałam zatrzymać, wpadłam na pomysł, by w myślach fotografować chwile, które chcę zapamiętać. Niby proste, zapamiętać chwilę, ale one później ulatują, mieszają się z innymi i owszem pamiętamy wydarzenia, ale rzadziej momenty. Teraz, gdy czuję coś na kształt szczęścia i chciałabym to zachować, przymykam oczy i skupiam się na tym doświadczeniu, myślę, że to chwila, którą chcę zapamiętać.
Polecam
ten sposób. Taki wewnętrzny album dobrych chwil, które można przywołać, gdy
chcemy sobie coś miłego i pozytywnego przypomnieć.
Jak w piosence Elżbiety Adamiak Trwaj chwilo,
trwaj, jesteś taka piękna…
Życzę jak najwięcej pięknych chwil i tego, byśmy umieli je dostrzec.
A to jeszcze jedno wspomnienie. Czy ktoś z Was pamięta taką zabawę w robienie widoczków pod szkłem, przysypywało się je piaskiem lub ziemią? W Brukseli w jednej z dzielnic w różnych miejscach, zamiast płytki chodnikowej są tego typu mozaiki, przypominają mi o tych widoczkach i nawet jak mam gorszy dzień i patrzę głównie pod nogi, zaskakują w losowych miejscach.
Cos w tym jest, ile razy mówiłam w pracy, ze dziecko zdrowe, to nazajutrz zachorowało, gdy cieszyłam się, że dawno nie miałam migreny, nazajutrz jak na zamówienie, jakby ktoś podsłuchiwał.
OdpowiedzUsuńJeszcze więcej emocji daje przebywanie z wnukiem:-)
Co do wnuka, jeszcze nic o tym nie wiem, ale mam pewne wyobrażenie, popraw mnie jeśli błędne :) To sytuacja, w której można rozpieścić, wyprzytulać, kochać i oddać rodzicom, kiedy zaczyna głośno krzyczeć.
UsuńNie do końca, miło obserwować jak rośnie, uczy się nowych rzeczy, pomagać gdy trzeba, a gdy dziecku cos dolega, to i tak mama najlepsza!
Usuńjotka
Ja też boje się powiedzieć głosno ,że jest dobrze,bo zapeszę :) I niestety się sprawdza.
OdpowiedzUsuńAle nie biorę do głowy,bo wyliczyłam sobie,że to wynika ze statystyki...hehe.Raczej rzadko mam okazje porozmawiac z kimś na tyle bliskim,aby mówić o swoich sprawach i uczuciach,a jak już się to zdarzy,to wtedy ma prawo się popsuć,bo za długo było dobrze.
To tak trochę pół żartem,pól serio.
Ja jednak zachęcam, żeby mówić, przynajmniej w takiej chwili będziemy mogli się nią nacieszyć, a złe momenty i tak kiedyś przyjdą, miejmy nadzieję, że nie zdominują naszego życia, czego i Tobie i sobie życzę.
Usuń