Ostatnio wszystkiego jest za dużo

Za dużo smutku, trudnych emocji i kłopotów. Za dużo stresu, myśli i bezsennych nocy. Zbyt wiele zmian, możliwych scenariuszy, obaw i niepewności. Całe mnóstwo złych wspomnień, które mają zwyczaj powracać w najmniej odpowiednim momencie. Za dużo złych dni i mało pogodnego nastroju, chyba że to wcale nie nastrój?

Bo gdyby to był jedynie nastrój, to by się zmienił, jak to z nastrojami bywa. Wyszłoby słońce i moje usposobienie też by się usłoneczniło. Są jednak stany duszy gorsze niż nastroje.

J.M. Coetzee Nadzieja

Za dużo uderzeń gorąca, nieskładnych myśli, luk w pamięci i chwil dekoncentracji. Przestałam być wielofunkcyjna. Nie mogę się skupić, a już na pewno na kilku rzeczach jednocześnie. Mój umysł odmawia współpracy. Strajk, bynajmniej nie głodowy, bo nadmiar kalorii, zajadanego smutku, zbyt wiele czekolady i kilogramów, co ostatecznie nie dziwi. Za to wciąż zaskakuje obniżona sprawność intelektualna. Mam wrażenie, że mój system się zawiesza, za często popadam w zamyślenie i trudno mi się skupić. Jestem rozkojarzona. To nie ja.

W wyobraźni widziałam siebie w przyszłości jako bystrą starszą panią. Tymczasem mam wrażenie, że zostało mi pół mózgu. Podobno to minie, gdy tylko ów mózg przyzwyczai się do braku hormonów. Podobno…

Mnóstwo pinów, haseł i kodów. Nadmiar wyskakujących okienek na stronach internetowych i reklam w radiowej ramówce. Zbyt wiele złych wiadomości, publicznych awantur i negatywnych emocji.

Teraz co rano sprawdza tylko na tablecie, czy nie było gdzieś trzęsienia ziemi albo czy nie zmarła jakaś ważna osoba z rodziny królewskiej. Ale nie jest w stanie czytać dalej. Każda nowa wiadomość wydłuża jej listę zmartwień. I to zamartwienie się przenika do całego jej życia.

Sally Page

Powierniczka opowieści 

Całe mnóstwo chamstwa, wrogości, kłamstw i teorii spiskowych. Za dużo oczekiwań i wzajemnego oceniania. 

Za wiele miejsc, które „należy” odwiedzić, nadmiar ubrań, przedmiotów i zmieniających się mód. Nawet książek zrobiło się za dużo. Czytam i po chwili zapominam, zatem po co czytam? Kiedyś dosłownie je pochłaniałam i zostawały we mnie, przynajmniej na jakiś czas, nie dzisiaj, dzisiaj muszę zwolnić. Skupić się na doświadczaniu, czytam mniej, za to z większą uwagą i starannie dobieram lektury. Podobnie z filmami, tyle historii, których już nie zapamiętuję.

Rzeczywistość nadmiaru. Pęd do odhaczania kolejnych pozycji z listy i niezrozumiały wyścig. 

Aż nazbyt spraw do załatwienia i wszelkich powinności. Czy życie nie mogłoby być prostsze? Raczej nie w tym wieku, w którym człowiek, często uwięziony między dziećmi i rodzicami, stara się zapanować nad wszystkim, mając do dyspozycji tylko pół mózgu. Doszłam do etapu, w którym nie liczę na jakieś spektakularne sukcesy, cieszy mnie, gdy uda się rozwiązać najpilniejszy problem. Doceniam dni, które nie przynoszą dodatkowych komplikacji.

Potrzebuję spokoju, kontaktu z naturą, świadomego życia, ludzi, z którymi mi po drodze i prostych czynności.

Tymczasem poziom trudności rośnie, obecny etap przypomina zdobywanie kolejnych leveli w jakiejś koszmarnej grze, rzecz w tym, że tej nie można wyłączyć, a ja nigdy nie byłam dobra w grach.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Uważaj, o czym marzysz...

Proste prawdy

Jeśli ktoś jest w świątecznym nastroju, lepiej nie czytać

Notatki Joan Didion

Diagnoza

Mówi ludziom to, co jej zdaniem chcą usłyszeć...

Czułe miejsca