Posty

Najwyższy czas

Obraz
Z każdym przeżytym rokiem upływ czasu nabiera większego znaczenia. Początkowo temat niemal nieobecny, staje się coraz bardziej istotny, w końcu dostrzegamy, że czas biegnie nieubłaganie, a nawet zdaje się przyspieszać. „Lato bezkresne, jak wszystkie do chwili, gdy człowiek skończy dwadzieścia pięć lat i czas zaczyna się kurczyć do rozmiarów malutkich, coraz szybciej płynących latek, których kolejność zaciera się w pamięci, zachowującej jedynie okresy wyjątkowych susz i upałów.” Ciała,  Annie Ernaux Pięknie napisane, prawda? A gdyby tak spróbować opowiedzieć swoje życie rok po roku, stan na dzień własnych urodzin, jak w komediodramacie Najwyższy czas. Czytałam różne opinie na temat tego filmu, mnie akurat przypadł do gustu. Ciekawy pomysł na uzmysłowienie sobie, ile po drodze można zgubić i jak nieodwracalne bywają skutki własnych wyborów. Każdy kolejny dzień urodzin bohatera niczym w soczewce skupia owe skutki. W podobny sposób można opowiedzieć każdą historię życia. Wydawa...

Jeśli ktoś jest w świątecznym nastroju, lepiej nie czytać

Obraz
W tym roku święta zapowiadają się dość szczególnie. Niestety nieszczególnie pięknie, raczej szczególnie trudno. W ostatnich latach z każdym rokiem coraz gorzej znoszę świąteczny czas, a w dodatku nie opuszcza mnie wrażenie, że co chwilę są święta. Nie czuję świątecznej atmosfery i nie cieszę się, że znowu nadeszły. Sama nie wiem, czy odczucia, które mi towarzyszą, wynikają z kiepskiego nastroju, czy chodzi o to, że zbyt wiele się zmieniło. A może o to, że nie da się powtórzyć atmosfery sprzed lat, kiedy było mniej komercji, a więcej więzi międzyludzkich? Albo święta miały inny wymiar, bo bliżej mi było do wyznawanej wiary, a teraz już nie potrafię. A może tylko mi się wydaje i wcale wtedy nie było aż tak dobrze, relacje były równie trudne, proces organizacji świąt bardziej wymagający, a atmosfera nie zawsze radosna? Może tylko pewien rodzaj sentymentalizmu się we mnie odzywa? I tęsknota za czasem, w którym o święta martwił się ktoś inny? Albo są to myśli, z kategorii kiedyś to było ,...

Notatki Joan Didion

Obraz
Literackie spotkanie z Joan Didion było dla mnie objawieniem, bo oto znowu spotykam pisarkę, która swoją wnikliwością, wrażliwością, uważnością i trafnymi diagnozami przemawia do mnie, jak rzadko kto.   Mam za sobą lekturę „Błękitnych nocy” i „Notatek dla Johna”, ale pierwszym moim spotkaniem z autorką był film dokumentalny „Wszystko w rozpadzie”. Joan Didion już nie żyje, pozostawiła po sobie swoje książki. Najsłynniejsza z nich to „Rok magicznego myślenia”, wciąż przede mną, bo nie byłam na nią gotowa. Jest zapisem emocji po śmierci męża i próbą radzenia sobie z żałobą. W „Błękitnych nocach” autorka mierzy się z bólem po stracie dorosłej córki, natomiast „Notatki dla Johna” są odnalezionymi po śmierci pisarki zapiskami, dokumentującymi jej rozmowy z psychiatrą.  Twórczość niezwykle intymna, przenikliwa i do głębi poruszająca. Tym, co mnie przyciąga do literatury tworzonej przez Joan Didion, są jej osobiste refleksje na temat życia, macierzyństwa, rodziny czy społeczeństw...

Diagnoza

Obraz
Diagnoza mojej mamy skłoniła mnie do przemyśleń na temat naszej relacji. I nie tylko, spowodowała kolejny kryzys emocjonalny w moim życiu. Taka diagnoza dobitnie wskazuje kierunek zmian. Krótko mówiąc, powoli tracę moją mamę.  W jednym z pierwszych postów opisałam swój stosunek do rodziców i nakreśliłam sytuację rodzinną. Mama jest osobą łagodną, bez wygórowanych oczekiwań, chyba w ogóle bez oczekiwań, bez jawnych pretensji, znoszącą po cichu wszelkie życiowe zawirowania i kryzysy. Wszystko jej pasuje. Jest też kobietą całkowicie podporządkowaną mojemu ojcu i jego piciu. A raczej była, bo niestety powoli przestaje być sobą. Nasza relacja nie miała otwartych konfliktów. Zawsze czułam się w jakiś sposób za nią odpowiedzialna i nie chciałam jej dokładać, choć przez lata miałam do niej żal. Nie było mi łatwo odciąć się od jej decyzji, a zaakceptować ich, nie potrafiłam, zrozumieć też nie. Dzisiaj rozumiem przyczyny, z powodu których takie decyzje podejmowała, nie umiała inaczej. Dl...

Obraziłam się na lustra

Obraz
Obraziłam się na lustra. W zasadzie na wszystkie. Na to w korytarzu, bo nie prezentuję się w nim tak, jakbym sobie tego życzyła. Na to do makijażu, bo gdy tylko je odwrócić, zmienia się w lustro powiększające, a co nie wygląda, jakbym sobie życzyła, w powiększeniu jeszcze bardziej nie wygląda albo właśnie wygląda za bardzo. Można spytać, po co je odwracać? Odpowiedź jest dość oczywista, bez okularów nie sposób się umalować, a w okularach niespecjalnie wygodnie maluje się oczy. Nie, żebym się codziennie malowała, już nie, powiedzmy, że pozwalam mojej skórze odpocząć. Tyle wersja oficjalna. Nie podoba mi się lustro w łazience, wisi jakoś nie tak i wraz z oświetleniem wyraźnie stawia mnie w niekorzystnym świetle. Mam pretensje nawet do tego, które wytrwale stoi w moim wiejskim domku, bo choć to piękna, wiekowa toaletka, jednak odejmuje jakieś 5 kilo. Powiecie, że to chyba dobrze, ale niestety boleśnie przypomina, jak to było 5 kilo temu i znowu jestem niezadowolona. Denerwują mnie te w ...

Dojrzałość Andy Rottenberg

Obraz
Jestem po lekturze Dziennika 2019-2022 „Schyłek”, Andy Rottenberg. Są to zapiski kobiety dojrzałej, a nawet bardzo dojrzałej, o czym świadczy słowo schyłek w tytule, doświadczonej przez życie, mądrej, refleksyjnej. Osobom zainteresowanym sztuką, autorki nie trzeba przedstawiać, dla mnie jest przede wszystkim interesującą kobietą. Dla świata historyczką sztuki, kuratorką wystaw, publicystką. Na blogu najczęściej piszę o zwyczajnym życiu i codziennych problemach. Pani Rottenberg z pewnością nie można określić mianem zwyczajnej kobiety, a jednak w pewnym sensie jest jak my wszystkie. Przeżywa podobne emocje, dzieli się przyziemnymi chwilami i opowiada o przyziemnych sprawach, a do tego, czasem sama o sobie myśli, że jest beznadziejna. Sięgam do tak osobistej literatury trochę po to, by dowiedzieć się, co będzie dalej. W jaki sposób widzi świat osoba dojrzalsza ode mnie, jestem ciekawa jej wniosków i przemyśleń. I właśnie nimi chcę się dzisiaj podzielić. Zacznę jednak od moich własn...

O zamiataniu pod dywan

Obraz
Nastała jesień, pogoda nie zawsze sprzyja aktywności na świeżym powietrzu, ale wtedy, kiedy nie sprzyja, sprzyja czemu innemu, na przykład wizytom w muzeach, galeriach i innych przybytkach kultury. Taki to był właśnie dzień, deszczowy, wietrzny i chłodny, więc razem z córką wybrałyśmy się do brukselskiego Muzeum Banksy’ego. Wprawdzie M. ma pewne obiekcje w stosunku do słynnego artysty, nie podoba jej się, że jak on maluje na budynkach, to jest sztuka, ale jeśli ona by coś zmalowała, byłoby zwykłym wandalizmem, niezależnie od treści i jakości wykonania. Postanowiła jednak żale zostawić na boku i poprzyglądać się pracom rzeczonego artysty z bliska, a w zasadzie ich znakomitym kopiom. Wspominam o wystawie, bo do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie właśnie jedna z prac Banksy’ego. Mural przedstawia zamiatającą pokojówkę, zamiatającą pod mural oczywiście. Przekaz jest jasny, w Polsce zamiatałaby pod dywan, czyli rzecz o hipokryzji, niewygodnych sprawach, skrywanych tajemnicach i ignorow...